czwartek, 31 maja 2012

Krystian Głuszko "Spektrum"

Jak wygląda świat z perspektywy młodego człowieka uwięzionego we własnych lękach? Jak radzić sobie z życiem, gdy jedynym wyjściem wydaje się śmierć? Na te i inne trudne pytania próbuje w swojej książce odpowiedzieć Krystian Gałuszko, który od 11 lat zmaga się z chorobą psychiczną. To poruszający, niezwykle szczery, momentami dramatyczny zapis szpitalnych doświadczeń, nieustającej walki z samym sobą i chorobą, która determinuje całe życie. Z którą trzeba nauczyć się żyć.

"Jak wiele można oczekiwać od życia? Większość z Was gubi się w pogoni za pieniędzmi, karierą... A my? My pragniemy tylko zdrowia, impulsu, który otworzy nam drzwi do nowego świata, Waszego świata" - pisze Krystian. Te słowa nabierają nowego wymiaru, gdy poznajemy świat chłopaka. To świat samotności, okaleczeń, które przynoszą pozorną ulgę, lęków i koszmaru szpitalnego leczenia.

Krystian zachorował, gdy miał 15 lat. Odizolował się od przyjaciół, rodziny, pogrążył się w piekle własnych lęków. Wizyty u psychologa, u psychiatry, a w końcu szpital... Swoją opowieść chłopak rozpoczyna właśnie od szpitala, nie szczędząc drastycznych scen z  terapii elektrowstrząsami, czy wstrząsami insulinowymi. Przez pryzmat tych scen widzimy ogrom cierpienia, również fizycznego, które towarzyszy chorobie psychicznej. Szpital to miejsce, do którego chory wcześniej czy później wraca, miejsce znienawidzone, bo kojarzące się z bólem, bezsilnością, nieludzkim traktowaniem, upokorzeniem, czy wręcz upodleniem. Głuszko nazywa je piekłem - "Gdy utkniesz tam na dłużej, pamiętaj, stąd nie ma ucieczki!" - pisze.

Drastyczne sceny ze szpitala przeplatają się z próbami powrotu do normalności, do życia sprzed choroby. Niestety, to próby nieudane, kończące się w najlepszym wypadku okaleczeniami, w najgorszym próbami samobójczymi. Choroba zabiera Krystianowi wszystko; sen, spokój, radość. Szczelnym murem odgradza go od ludzi, nie pozwala skończyć studiów, usamodzielnić się.

A jednak w tym bezgranicznie mrocznym świecie pojawia się promień nadziei. Krystian zakochuje się z wzajemnością w Ewie, a ona decyduje się żyć razem z nim i jego chorobą. To trudna, bardzo wymagająca miłość, ale tym większa jest jest wartość.

"Spektrum" nie jest łatwą książką. Konfrontuje czytelnika ze światem, o którego istnieniu wolałby pewnie nie wiedzieć. A jednak ten świat jest bliżej niż nam się wydaje.  I w każdej chwili może stać się naszym własnym światem. Gratuluję autorowi odwagi i wielkiej siły charakteru. Jak również świetnego stylu i wyczucia językowego, dzięki którym ta książka to nie tylko bardzo osobisty dziennik, ale również kawałek dobrej literatury.

Krystian Głuszko "Spektrum", Wydawnictwo Dobra Literatura, 2012 r.

Komu polecam
Mądrym, wrażliwym czytelnikom
Moja ocena 4,5

środa, 30 maja 2012

Izabela Czajka Stachowicz "Nigdy nie wyjdę za mąż"

Była gwiazdą przedwojennych salonów; piękna, utalentowana, bezpruderyjna. Jej oryginalna uroda i ognisty temperament okazały się przepustką do świata warszawskiej i paryskiej bohemy. W Paryżu nazywano ją "Bellą z Montparnasse'u", u Witkacego została "Helą Bertz", zaś u Uniłowskiego "Panną Leopard". Izabela Czajka-Stachowicz żyła pełnią życia, tak jak chciała; wbrew konwenansom, obyczajom, oczekiwaniom innych. Swoje romanse, podróże, szalone przygody opisała w książkach, które są wyjątkową kroniką czasów międzywojnia. "Nigdy nie wyjdę za mąż" to historia młodzieńczego, berlińskiego etapu jej życia, tuż po rozstaniu z pierwszym mężem, Aleksandrem Hertzem. 

Polecam także najnowsze wydanie
 "Ocalił mnie kowal" i "Dubo...Dubon...Dubonnet..." Czajki-Stachowicz


Bella pochodziła z bogatej, żydowskiej rodziny Szwarców. W Warszawie odebrała staranne wykształcenie;  znała kilka języków, interesowała się sztuką. Przepustką do wielkiego świata - intelektualistów, artystów, pisarzy - miał być jej pierwszy mąż Aleksander Hertz. Ale ten "intetelektualny mezalians", - jak niektórzy oceniali ich małżeństwo - przetrwał zaledwie dwa lata. Stateczny naukowiec nie pasował po prostu do pełnej temperamentu i szalonych pomysłów dziewczyny.

W 1922 roku znowu wolna i otwarta na nowe wyzwania Bella wyjechała do Berlina, żeby studiować historię sztuki. I w takim właśnie momencie życia poznajemy ją w "Nigdy nie wyjdę za mąż". Tytuł książki to deklaracja, którą złożyła tuż po rozwodzie z Hertzem. "Teraz muszę zrobić doktorat!" - zapowiedziała kategorycznie, odżegnując się równocześnie od mężczyzn.

W swojej deklaracji nie wytrwała oczywiście długo. Dlatego "Nigdy nie wyjdę za mąż" to niekończąca się historia miłosnych podbojów Belli. Do kolejnego małżeństwa szykuje się już na pierwszych stronach powieści. Jej wybrankiem jest "maleńki, najśliczniejszy, żółty chłopczyk", niezwykle szarmancki Chińczyk Saofang-Wu. Bella przedstawia go nawet ukochanemu tatusiowi, który przyjeżdza specjalnie z Warszawy, by poznać wybranka swojej córki. Ale ta miłość kończy się równie szybko, jak się zaczęła. Nasza bohaterka, nie oglądając się za siebie, biegnie już dalej w poszukiwaniu kolejnych mocnych wrażeń. I rzeczywiście, nie brakuje ich w tej książce. Są romanse, fascynacje, miłostki, zdrady... I absolutnie bezpretensjonalna i zachwycająca Bella, która sama rozgrzesza się ze swoich słabości i pozwala sobie na małe i większe grzeszki.

Książka przesycona jest temperamentem Belli, jej witalnością, nieokiełznaną naturą. Czyta się ją fantastycznie, gdyż nikt tu niczego nie udaje, świat jest kolorowy, ciekawy, a życie wydaje się być jedną wielką przygodą. Czekam teraz z niecierpliwością na "Małżeństwo po raz pierwszy". I zapewniam - przy książkach Czajki nie będziecie się nudzić. Bo też i autorka nigdy nie pozwalała sobie na nudę. Potrafiła żyć pełnią życia, czerpiąc z niego to, co najlepsze. 


Izabela-Czajka Stachowicz "Nigdy nie wyjdę za mąż", Wydawnictwo W.A.B., 2012 r.

poniedziałek, 28 maja 2012

Agata Tuszyńska "Oskarżona Wiera Gran"

Kiedy dwa lata temu pisałam tę recenzję, zaraz po ukazaniu się książki "Oskarżona Wiera Gran", nie sadziłam, że doczeka się ona filmowej wersji. A jednak.  Premiera filmu "Wiera Gran" odbędzie się podczas 52. Krakowskiego Festiwalu Filmowego, który dziś rusza. Film zobaczymy też 29 maja około godziny 22.55 w TVP2. Reżyseria: Maria Zmarz-Koczanowicz, scenariusz: Agata Tuszyńska. Warto przeczytać tę książkę. Bardzo wierzę, że warto zobaczyć ten film.

I już o książce, a właściwie o samej Wierze Gran. Była piękna, utalentowana, przebojowa. Chciała być tancerką – została śpiewaczką w przedwojennej Warszawie. Nazywaną ją polską Edith Piaf. Ale Wiera Gran przede wszystkim była Żydówką. I to właściwie jest w tej książce najważniejsze. Bo zaraz po błyskotliwym początku kariery jest warszawskie getto, cierpienie, bezwzględna walka o życie, zdrada.

Czy Wiera Gran współpracowała z nazistami, by wydostać się z getta? Czy zdradziła swoich najbliższych? Czy była kolaborantką? Tak przez lata mówili ci, którzy tak jak ona przeżyli wojnę.

Na tym oskarżeniu buduje swoją książkę Agata Tuszyńska. Starą, samotną i zdziwaczałą Gran odwiedza w jej paryskim mieszkaniu. Miesiącami, małymi kroczkami, próbuje nawiązać z nią bliższy kontakt, zbudować zaufanie. Wyciąga z niej słowo po słowie, z urywków wspomnień, zdjęć, przedmiotów buduje historię życia Wiery Gran. I stawia mocną tezę: Wiera nie była zdrajczynią. Była ofiarą pomówień, powtarzanych latami kłamstw. Czy to przypadek, czy misternie uknuta intryga, która miała odwrócić uwagę od prawdziwych zdrajców? – pyta Tuszyńska.

I wybucha skandal. Wszystko za sprawą kilku zdań Wiery Gran przywołanych przez autorkę w książce: "Był naprzeciwko, tuż przede mną, widziałam wyraźnie. Szpilman w czapce policjanta. Ten sam Szpilman, pianista. Wywlekał za włosy kobiety. Chronił dłonie. Ręce pianisty wymagały specjalnej opieki.”

Miała być obrona Gran, zrobiło się oskarżenie Szpilmana. niepotrzebnie. To, moim zdaniem, najsłabszy (choć pewnie najlepiej się "sprzedający”) element tej książki.

A to, co naprawdę jest w niej dobre, to portret wyjątkowo inteligentnej, silnej, niezwykłej kobiety, która przeżyła tyle, że starczyłoby na kilka niezłych żyć. Razem z Tuszyńską zaglądamy do zagraconego, zatęchłego mieszkania Gran. Niechętnie, z wielką nieufnością uchyla nam drzwi, a my wchodzimy w jej świat, który jest i fascynujący i przerażający jednocześnie. To świat wielkiej kariery i trudnej, niejednoznacznej historii. Wspomnień i urojeń. Miłości i nienawiści.

Ile w tym co mówi Wiera prawdy, a ile fantazji? Ile autentycznej goryczy, a ile starczego jadu? Ile cierpienia, a ile fobii? Ile szaleństwa?

Pojęcia nie mam. I myślę, że nie o prawdę, ani nie o rację w tej książce chodzi. Tylko o samotną, nieszczęśliwą kobietę, która umierała w poczuciu wielkiej krzywdy.

Agata Tuszyńska "Oskarżona Wiera Gran", Wydawnictwo Literackie, 2010 r.

Komu polecam
Mądrym, uważnym czytelnikom
Moja ocena 4,9

niedziela, 27 maja 2012

Martyna Wojciechowska "Kobieta na krańcu świata 3"

"Książkę tę dedykuję wszystkim wyjątkowym Kobietom. Nie tylko z krańców świata" - tak Martyna Wojciechowska rozpoczyna 3 część "Kobiety na krańcu świata". Zapewniam Was, że w tej książce wyjątkowe jest wszystko. Począwszy od samej autorki, przez miejsca, które z nią odwiedzamy, bohaterki, które za jej sprawą poznajemy, aż po piękne, zjawiskowe zdjęcia, dzięki którym ten odległy pod każdym względem świat wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Tym razem na trasie wyprawy Martyny Wojciechowskiej jest sześć krajów: Indie, Samoa, Australia, Meksyk, Ghana i Nepal. Na początek podróżniczka zabiera nas do Indii. I ten początek wymaga naprawdę mocnych nerwów, gdyż od kobiet zdecydowanie ważniejsze są tu... szczury. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Traktowane przez Hindusów z nabożną czcią, hołubione, rozpieszczane, są dla nich jak najbliższa rodzina. Nie bez powodu - wierzą oni, że po śmierci sami staną się szczurami.

Z Martyną Wojciechowską odwiedzamy więc świątynię szczurów w Deśnok, gdzie żyje ponad... 20 tysięcy gryzoni. "Niemal każdemu coś dolega: jak nie parch, to paraliż, brak ogona, kaprawe oko, obgryzione uszy" - pisze autorka. Ale do właśnie do tej "najbardziej schorowanej i zdegenerowanej gromady gryzoni na świecie" pielgrzymują ludzie z najdalszych zakątków kraju. Przywożą szczurom wymyślne dania - nawet, jeśli sami nie dojadają. Dzieci bawią się ze szczurami, jedzą z nimi z jednej miski. Kobiety smażą dla nich placki, napełniają misy świeżym mlekiem i słodyczami. I są szczęśliwe, że mogą służyć swojej szczurzej rodzinie...

Świątynia szczurów to, poza religijnymi obrzędami, także obyczaje, które mają wpływ na postrzeganie społecznych ról kobiet i mężczyn w dzisiejszym świecie. I nie wygląda to dobrze. W Indiach  liczą się tylko chłopcy. Nowo narodzona dziewczynka to dla rodziny problem - do tego stopnia, że aborcja płodów płci żeńskiej to w Indiach standard.

Natomiast w kolejnym kraju, do którego zabiera nas Wojciechowska, a którym jest Samoa, 99 procent mieszkańców to kobiety. A właściwie kobiety i fa'afine, czyli mężczyźni, którzy czują się kobietami i od najmłodszych lat wchodzą w kobiece role. Jest to powszechnie akceptowane i aprobowane,  a pojawienie się fa'afine w rodzinie to powód do dumy i wielkiej radości. Poznajemy więc  fa'afine, które cieszą się, że mogą być trochę mężczyznami, a trochę kobietami, choć zastrzegają, że nie ma to nic wspólnego z transseksualizmem, czy homoseksualizmem. Fa'afine nie marzą o zmianie płci. Mają męskie ciała i wykonują męskie zawody, ale uwielbiają się malować, pięknie ubierać i przystrajać biżuterią. Są wrażliwe, delikatne i bardzo kobiece...

W Meksyku na arenę corridy zabiera nas 24-letnia Hilda Tenorio, która swojego pierwszego byka zabiła, kiedy miała 14 lat. Filigranowa matadorka ryzykuje własnym życiem, gdyż istotą jej życia jest ujarzmianie byków... Natomiast 32-letnia Tsepal Lhamu Lama z Nepalu ujarzmiła... trzech mężów (mężczyźni są braćmi), których poślubiła jednego dnia. Ma z nimi czworo dzieci, a oni są zadowoleni z tego układu i twierdzą, że zarówno małżeńskimi przyjemnościami, jak i obowiązkami dzielą się sprawiedliwie.

Pewnie znacie te historie z TVN, dla którego powstała telewizyjna wersja "Kobiety na krańcu świata 3". Ale w książce te historie są znacznie bardziej rozbudowane, pogłębione, empatyczne. Mają reporterski pazur, ale jest też w nich literacki oddech, dzięki któremu mamy szansę dobrze poznać kobiety, z którymi spotyka się Wojciechowska. To nie tylko powierzchowny obrazek na potrzeby telewizyjnego show, ale znakomita opowieść o życiu i tym, co w nim najważniejsze; uczuciach, tajemnicach, pragnieniach.

Zapewniam, że podczas tej podróży będziecie wiele razy zaskoczeni, zszokowania, przerażeni, zachwyceni, oszołomieni. A kobiety, z którymi spotkała się autorka, na długo zostaną w Waszej pamięci. Tak, jak w pamięci autorki, która pisze: "Jestem wdzięczna wszystkim moim bohaterkom za to, że były tak otwarte i serdeczne, że podzieliły się ze mną często bardzo intymnymi i niejednokrotnie bolesnymi doświadczeniami ze swojego życia. Czasem, kiedy o tym myślę, to długo nie mogę w nocy spać... Ale przynajmniej wiem, że mieszkając w Europie, w Polsce, jestem szczęściarą."

Zdecydowanie podpisuję się pod ostatnim zdaniem :) 

Martyna Wojciechowska "Kobieta na krańcu świata 3", Wydawnictwo G+J, 2012 r.

Komu polecam
Każdemu, kto kocha podróże lub marzenia o podróżach
Moja ocena 4,9

sobota, 26 maja 2012

Maciej Orłoś, Henryk Sawka "Kuba i Mela. Dodaj do znajomych"

Są książki, przy których dzieci i dorośli bawią się tak samo dobrze. I to jest właśnie taka książka. Napisana prostym i ładnym językiem, mocna osadzona we współczesnym świecie, dowcipna i przede wszystkim naładowana bardzo pozytywną energią. Chwilami mnie rozśmieszała, chwilami wzruszała, ale ani przez chwilę nie nudziła.   

Bohaterami i na przemian narratorami są w tej książce Mela i Kuba, tytułowe rodzeństwo. Mela to pierwszoklasistka; rezolutna, wrażliwa, ciekawa świata, ze świetnym zmysłem obserwacji. Poza tym gra na komputerze w Simsy, marzy o pierwszych szpilkach  (ostatecznie o lakierkach), własnym zwierzątku i petszopach (dotąd nie miałam pojęcia, co to takiego :)). Po szkole ćwiczy grę na flecie, co jej starszego brata doprowadza czasem do szału. A ona zazdrości mu jego aktywności w internecie.

No właśnie, Kuba, starszy o trzy lata brat Meli... Wielki miłośnik nowoczesnej techniki i żartowniś, na którego dowcipach panie nauczycielki jeszcze się nie poznały. W szkole nie jest tak zdyscyplinowany jak Mela, trochę go ta cała nauka męczy, zdecydowanie bardziej woli komputer. Są jeszcze, oczywiście rodzice, którzy - jak to rodzice - wymagają, czepiają się, czasem są nie do zniesienia. Jest też grono znajomych ze szkoły, z których każdy zasługuje na oddzielną opowieść, panie nauczycielki, ciocie itd, itd... Fajne to całe towarzystwo. Sympatyczne, normalne. Razem z Melą i Kubą tworzą świetny klimat opowieści.

Książka podzielona jest na rozdziały, w których narratorami są na zmianę Mela i Kuba. W każdym z nich poznajmy nową historię ze szkolnego i domowego życia. Ładne te historie, proste i jakoś chwytające za serce. Czasem rozśmieszają do łez, jak choćby "Cała Polska czyta dzieciom", w której spina się i nauczycielka, i znana serialowa aktorka, a dziecięcej spontaniczności i szczerości nic nie przebije.

Dobrze wejść w taki świat; prosty, szczery, bezpretensjonalny. To podróż w rejony za którymi chyba wszyscy czasem tęsknimy. A dla naszych dzieci to, jak sądzę, ciekawa konfrontacja z własnym światem; radości, smutków, marzeń, lęków. Warto od czasu do czasu zatrzymać się, podumać, ale też pośmiać się z siebie - i to dotyczy zarówno dzieci, jak i rodziców.

Nie mogę nie wspomnieć o pięknym wydaniu - czysta, prosta, graficzna forma to dziś unikat. Jeśli dodam, że książkę zilustrował Henryk Sawka i zrobił to, jak zawsze,  dowcipnie, inteligentnie i z fantastycznym wyczuciem, to już więcej rekomendacji chyba nie potrzeba.

Ja dodaję Melę i Kubę do swoich znajomych :).

Maciej Orłoś, ilustracje Henryk Sawka "Kuba i Mela. Dodaj do znajomych", Wydawnictwo Jaguar, 2012 r.

Komu polecam
Rodzicom - żeby czytali dzieciom. I dzieciom - żeby czytały rodzicom
Moja ocena 4,8
  

piątek, 25 maja 2012

Marta Guzowska "Ofiara Polikseny"

"Mrocznej Serii" Wydawnictwa W.A.B nie muszę chyba polecać żadnemu miłośnikowi mocnych, literackich wrażeń. Ale kryminał archeologiczny? Pojęcia nie miałam, czego mogę się spodziewać. I dobrze, bo nie ma nic lepszego od niespodzianki. Zaskoczenie było rzeczywiście spore. To bowiem najbardziej męski kryminał napisany przez kobietę, jaki czytałam. To oczywiście komplement dla autorki :) 

Rzecz, jak na archeologów przystało, dzieje się na wykopaliskach w antycznej Troi. Grupą naukowców kieruje twardą ręką charyzmatyczna Pola Mor. W ekipie od początku wyczuwa się napięcie, najbardziej iskrzy między Polą, a przystojnym i nie do końca zdyscyplinowanym antropologiem Mario Ybl. Facet jest zmęczony upałem i marzy tylko o tym, żeby napić się zimnego piwa, co ambitną i obowiązkową Polę doprowadza do szału. Nie da się też ukryć, że Mario ma zwyczajnie na nią ochotę, co nie pozostaje bez wpływu na ich stosunki.

W takiej oto napiętej i gorącej atmosferze naukowcy mają wreszcie swoje pięć minut. Dokopują się do szkieletu kobiety, który - jak sądzą - jest mityczną Polikseną, ofiarą rytualnego mordu popełnionego w starożytności. Odkrycie jest sensacyjne, ale wkrótce przyćmiewa je inne, tragiczne zdarzenie. Mario znajduje zwłoki Nadii, która wchodziła w skład ich ekipy. Dziewczyna została brutalnie zamordowana.

Dalsze badania stają pod znakiem zapytania. Ekipa ma wracać do kraju. W odruchu desperacji Pola i Mario postanawiają wykraść szkielet Polikseny. I dokonują kolejnego, dramatycznego odkrycia. To nie są starożytne szczątki, ale współczesna ofiara brutalnego mordu...

Więcej oczywiście nie zdradzę, bo popsułabym wam zabawę. Ale zapewniam, że dalej jest tylko lepiej. Akcja się rozkręca, konfrontacje między bohaterami są coraz ciekawsze, emocje sięgają zenitu. Wykopaliska stają się areną przerażających wydarzeń, w których starożytność miesza się z jak najbardziej przyziemną współczesnością.

Ale nie tylko oryginalna fabuła buduje tę książkę. Muszę wspomnieć o tym, co od początku mnie w niej uwiodło. To dynamiczny styl, barwne dialogi, wyraziste postacie. Ta książka ma temperament, jest zaczepna, "charakterna". Dzięki temu miałam wrażenie, że czytam najbardziej męski kryminał napisany kobiecą ręką.

Marta Guzowska "Ofiara Polikseny", Wydawnictwo W.A.B, Mroczna Seria, 2012 r. 

środa, 23 maja 2012

Tomasz Piątek "Miasto Ł."

W najnowszej książce Tomasza Piątka, pisarza, którego cenię m.in. za "Heroinę", świat rzeczywisty płynnie przechodzi w świat symboli i językowych łamigłówek, które autor z premedytacją stawia, niczym wyzwania, przed czytelnikiem. Ile w tym świecie jest prawdy? "Za bardzo się wstydzę, żeby odpowiedzieć" - pisze Piątek. 

 T. i H. mieszkają w mieście Ł. i wychowują przybranego syna M. Łódź identyfikujemy już na początku książki za sprawą "ponadstuletniej kamienicy z czerwonej cegły, w której kiedyś żyli robotnicy". W tej "największej miejscowej famule" żyją T. i H., a ich sąsiadami są "bezrobotnicy", którzy biorą amfetaminę, piją alkohol i łykają klonazepamy.

T., który jest mężem H. (kim naprawdę są - tę zagadkę też nietrudno rozszyfrować) z ciekawością i życzliwym zrozumieniem patrzy na ten obcy-nieobcy świat łódzkich meneli. Jego świat to teraz kukurydziany tort z mięsem, który piecze, w ramach stawania się "dobrym" dla siebie i H. Niestety, w nagrodę za swoje szlachetne uczynki nie może się napić. Bo T. już nie pije. Pił, gdy był zły, a przecież teraz właśnie staje się dobry, więc nie pije, bo "nie potrafi napić się jak człowiek".

Duchowa przemiana T. zbiega się z inną zmianą w jego życiu. Z kamienicy wyprowadzają się jej lokatorzy. Wszyscy - poza T. i H. bo oni wykupili swoje mieszkanie na własność. Kamienica pustoszeje, a T. i H. buszują bezkarnie po pustych lokalach (H. zostaje "kusoszem-pustoszem" budynku). Ale czy te mieszkania faktycznie są puste? Jakie kryją w sobie tajemnice? I jak mają się one do przemiany T.? Autor zmyślnie zawiesza te pytania w nieco surrealistycznej przestrzeni - sami sobie na nie odpowiedzcie.  

Czyta się tę książkę znakomicie - o ile złapie się ten styl, wejdzie w tę swoistą grę. A zabawa w symbole, językowe przeinaczenia i zagadki wciąga. Brawo za świetny język, styl, inteligencję i oryginalność. Tomasz Piątek nie idzie na łatwiznę; prowokuje do myślenia, intryguje i wciąż zaskakuje. A o to chodzi w dobrej prozie.

Tomasz Piątek "Miasto Ł.", Wydawnictwo W.A.B., seria "Archipelagi", 2012 r.

Komu polceam
Miłośnikom dobrej, polskiej prozy
Moja ocena 4,7

wtorek, 22 maja 2012

Ryszard Wolański "Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań"

To książka o wielkiej karierze i jej dramatycznym, przedwczesnym końcu. Eugeniusza Bodo znamy z piosenek "Umówiłem się z nią na dziewiątą” i "Już taki jestem zimny drań”. Jego życie było niekończącym się pasmem artystycznych sukcesów. Aż do wojny, która dramatycznie zmieniła jego losy.  Bodo zmarł z wycieńczenia w sowieckim łagrze, o czym w Polsce bardzo długo się nie mówiło. W tej książce po raz pierwszy możemy poznać całą, tragiczną prawdę o losach wielkiego artysty.

Jego ojciec był Szwajcarem, a matka polską szlachcianką. Naprawdę nazywał się Bohdan Eugenie Junod i urodził się w Genewie. Jego kariera rozpoczęła w 1921 roku od występów na scenie. W filmie zagrał w 1925 roku i od tamtej pory, aż do wybuchu wojny, z kinem się nie rozstawał.  U jego boku, na scenie i w filmie występowały piękne kobiety:  Zula Pogorzelska, Jadwiga Smosarska, Elna Gistedt, Nora Ney... 

Autor z niezwykłą starannością zgromadził materiały, dzięki którym poznajemy całą artystyczną drogę Bodo i jego scenicznych partnerów oraz partnerek (duży plus za notki o każdym z nich). Mamy więc przegląd przez całą historię międzywojennego kina, kabaretu, rewii. Unikalne wspomnienia ludzi, którzy znali Eugeniusza Bodo budują portrter nietuzinkowego artysty, który braki wykształcenia nadrabiał pracą i wielkim talentem. Plakaty i fotosy filmowe, zdjęcia ze scen, na których występował Bodo, przedruki prasowe, okładki gazet, płyt, programów - to wszystko tworzy wyjątkowy klimat artystycznego świata przedwojennej Polski. I pokazuje, jak wielką, błyskotliwą karierę zrobił artysta.  

Posłuchaj piosenki "Już taki jestem zimny drań" w wykonaniu Eugeniusza Bodo.



Trzeci i ostatni rozdział książki pt. "A koniec…” poświęcony jest wojennym losom Bodo i kulisom jego aresztownia oraz śmierci. Ten koniec był wyjątkowo dramatyczny. We wrześniu 1939 roku aktor opuścił Warszawę i wyjechał do Lwowa. Tam w 1941 roku został aresztowany przez NKWD i wywieziony do moskiewskiego więzienia, a ostatecznie do łagru w Kotłasie. W obozie w 1943 roku zmarł z głodu i wycieńczenia. Pochowany został w zbiorowej mogile. Ale ten rozdział życia Eugeniusza Bodo w powojennej Polsce owiany był tajemnicą. Komunistyczne władze utrwalały wersję o zastrzeleniu Bodo przez hitlerowców. Prawdę o tym, jak zginął artysta poznaliśmy niedawno. Ryszard Wolański zadał sobie sporo trudu, żeby ten ostatni rozdział życia swojego bohatera pokazać możliwie wnikliwie, docierając do nieznanych dokumentów, relacji świadków, a nawet do zdjęć z obozu, w którym zmarł.

Powstała świetna biografia wyjątkowego artysty. Sądzę, że historia jego życia i śmierci, którą dzięki tej książce poznaliśmy, mogłaby posłużyć za scenariusz filmowy. Tylko, kto by zagrał Eugeniusza Bodo?...

Ryszard Wolański "Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań", Dom Wydawniczy Rebis, 2012 r.

Komu polecam
Miłośnikom "starego kina" i biografii wyjątkowych ludzi
Moja ocena 4,9

niedziela, 20 maja 2012

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski "Biuro tajnych spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego"

Z ciekawością, ale też pewnym dystansem zabierałam się do czytania tej książki i... jestem przyjemnie zaskoczona. Autorzy nie epatują sensacją, nie tworzą spiskowych teorii, choć - z oczywistych powodów - wchodzą też w politykę. W prosty, czytelny sposób, z dziennikarską dociekliwością pokazują, jak powstawało i zmieniało się Centralne Biuro Śledcze, a wraz z nim polski świat przestępczy. Sporo tu smaczków, jak choćby historia słynnego świadka koronnego Masy, "odwróconych", czy kulisy porwania Krzysztofa Olewnika.

Sylwester Latkowski i Piotr Pytlakowski to zgrany duet dziennikarzy. Napisali wspólnie kilka książek i kilkanaście artykułów, obaj od lat zajmują się podobną tematyką, w której kulisy działania polskiej mafii i walczących z nią policjantów zajmują naczelne miejsce. Do pisania tej książki siedli więc dobrze przygotowani, wiedząc co i jak chcą pokazać. Wykonali przy tym kawał dokumentacyjnej pracy; dziesiątki spotkań z funkcjonariuszami CBŚ, materiałów procesowych, rozmowy z gangsterami (nie tylko w więzieniach).


Powstał solidny dokument, który konfrontuje świat najbardziej niebezpiecznych polskich przestępców ze światem najlepszych polskich śledczych. Ale te światy, tak odległe, zazębiają się, przenikają ze sobą, cienka jest miedzy nimi granica i, jak się okazuje, nie tak trudno ją przekroczyć.

Autorzy zaczynają od tego, jak powstawało Centralne Biuro Śledcze i w jaki sposób stawało się ono najbardziej elitarną i wyspecjalizowaną instytucją walczącą ze zorganizowaną przestępczością. Pokazują, że CBŚ to miejsce błyskotliwych karier, ale równie spektakularnych upadków. Świetnie wyszkolone do walki z mafią, ale będące równocześnie celem tej mafii - i dlatego przejścia na drugą stronę też się zdarzają, a "odwróceni" czasem gubią w wielu rolach, które mają do odegrania.

Autorzy nie pozostawiają złudzeń: świat biznesu, polityki i mafii funkcjonują niczym naczynia połączone. Tym, co je łaczy są wielkie pieniądze i władza. Walka o władzę toczy się miedzy gangami i jest to krwawa walka, w której giną "niezniszczalni" i zastępują ich nowi. Ale walka o wpływy toczy się także w CBŚ, a to, jak się okazuje, znakomite miejsce, by znaleźć na kogoś "haka" i zniszczyć jego karierę. Ta walka jest równie bezwzględna.

Porwania, brudne pieniądze, wymuszenia i tajemnice, których nikt do tej pory nie rozwikłał - to wszystko znajdziecie w tej książce. Łącznie ze słynną sprawą porwania Krzysztofa Olewnika, czy zabójstwa komendanta Papały, którym autorzy poświęcają sporo miejsca. Swoistym smaczkiem są też sylwetki najsłynniejszych ludzi polskiej mafii: Dziada, Pershinga, Słowika, Masy, Małolata i wielu innych... Chwilami miałam wrażenie, że czytam dobrą sensacyjną powieść. Tyle że to wszystko prawda.

Ja tę książkę na pewno przeczytam jeszcze raz. I polecam tym, którzy jeszcze nie czytali.

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski "Biuro tajnych spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego", Wydawnictwo Czarna Owca, 2012 r.

Komu polecam
Wszystkim ceniącym literaturę faktu
Moja ocena 4,7

sobota, 19 maja 2012

Piotr Głuchowski "Umarli tańczą"

Na ten kryminał potrzeba kilku nocy, zakładając, że jesteście przeszkoleni w szybkim czytaniu. Lepiej sobie te noce zarezerwujecie, bo i tak nie zaśniecie spokojnie - w oczekiwaniu na finał. Mam nadzieję, że książka zrobi trochę zamieszania wśród najnowszych polskich kryminałów. Choćby dlatego, że napisana jest ze świetnym reporterskim zacięciem.

Zaczyna się od listu, który przychodzi do malutkiej redakcji "Głosu Torunia". Iwona Tomaszewska prosi o pomoc w nagłośnieniu sprawy tragicznej i dotąd niewyjaśnionej śmierci jej rodziców. W latach 80. zostali oni brutalnie zamordowani, ich ciała okaleczono, a potem usiłowano spalić. Nie wiadomo, gdzie są pochowani. Takich bestialskich zabójstw było zresztą w owym czasie więcej. Ze wszystkich instytucji zginęły jednak dokumenty dotyczące śledztwa. Wszyscy, łącznie z mediami, milczą na tem temat.

List do redakcji wydaje się być dramatycznym wołaniem o pomoc kobiety, która nie daje sobie rady z traumą i zmową milczenia. Tyle, że redaktor Robert Pruski ma na głowie inne problemy. Jego dwuosobowa gazeta walczy o przetrwanie na rynku, a on zmaga się z bezosobową i patrzącą na wynik finansowy korporacją. Do tego to facet "z przeszłością" - ma za sobą nieudane małżeństwo i poważne problemy z alkoholem. List Iwony pozostaje więc bez odpowiedzi, a zdesperowana kobieta usiłuje się zabić.

I tu akcja nabiera tempa. Pruski, nękany wyrzutami sumienia, jedzie do szpitala na spotkanie z Iwoną, a wychodzi z niego z fascynującym tematem, który - ma nadzieję - postawi jego gazetę na nogi. W dodatku Iwona bardzo mu się podoba, więc motywacja do działania jest podwójna. Pruski rozpoczyna dziennikarskie śledztwo w sprawie zabójstw sprzed lat. Dociera do materiałów, które ujawniają przerażającą prawdę o maniakalnym sprawcy i jego przypadkowych ofiarach. Tekst, który ukazuje się w "Głosie Torunia" jest absolutnym hitem. W ciągu jednego dnia redaktor Pruski staje się bohaterem wszystkich polskich mediów. Nie do końca radzi sobie z tym sukcesem - znów zaczyna pić. Tymczasem okazuje sie, że "wampir", o którym pisze Robert Pruski wciąż żyje i morduje. Dziennikarz postanawia go odnaleźć. Jedzie razem z Iwoną na Białoruś.

Ta historia rzeczywiście wciąga i to nawet nie ze względu na wątek kryminalny - skądinąd bardzo ciekawy. Jej najmocniejszą stroną, moim zdaniem, są bohaterowie i świetnie poprowadzona narracja. Redaktor Pruski dzięki swoim "ludzkim" słabościom budzi sympatię. Nie zgrywa bohatera, ma do siebie dystans, jest po prostu autentyczny. Jego powrót do nałogu, ciąg alkoholowy i wreszcie próba odbicia się od dna są niezwykle sugestywne. Ciekawa jest postać Iwony, również kobiety po przejściach, która usiłuje odnaleźć się w nowym, trudnym związku. Znakomicie nakreślone są sylwetki bohaterów drugoplanowych, jak choćby Teresy Halby (jej rodzice także padli ofiarą seryjnego zabójcy, a ona - jako jedyna - widziała jego twarz), czy księdza, u którego kobieta pracuje. Bardzo podoba mi się sposób narracji; reporterski, prosty, oszczędny. Logiczny i konsekwentny.

Ale będzie też "ale". Chodzi o sam finał, który, jak podejrzewam, miał być efektowny. A wyszedł, jak w tandetnym filmie akcji - "efekciarski". Strzelanina, ucieczka, media czekające na bohaterów... To takie tanie chwyty. No, nie... Nie w tak dobrej książce.

Piotr Głuchowski "Umarli tańczą", Wydawnictwo Agora SA, 2012 r.  

środa, 16 maja 2012

Dokąd na wakacje: Beata Pawlikowska, Martyna Wojciechowska, Olga Morawska, Anna Kłossowska

Na dworze zimno i mokro, a ja chcę lata! Dlatego dziś o książkach, które są dla mnie namiastką wielkiej przygody. Mam nadzieję, że zainspirują Was do marzeń, a nawet konkretnych planów związanych z wakacjami. A może zabierzecie którąś z nich na wyprawę życia? I wierzcie mi - to przypadek, że autorkami wybranych przeze mnie książek są same kobiety :)

Te książki nie tylko się czyta, ale też ogląda. Ważne są zdjęcia, bardzo ważny papier, okładka. Czy to klasyczny przewodnik, czy wspomnienia z podróży - muszą już na pierwszy rzut oka zachęcać, by zagłębić się w ich treść. Książki, o których piszę są estetyczne i przyciągają uwagę, więc ten warunek mamy spełniony - zresztą spójrzcie na zdjęcia... A dalej jest już tylko lepiej.


Zacznę od Beaty Pawlikowskiej i jej "Blondynki na Kubie" oraz "Blondynki w dżungli". Obie "Blondynki" mają pewne punkty wspólne, niezależnie od miejsca którego dotyczą. Autorka skupia się w nich na swoistym klimacie kraju, który jest związany z jego historią, tradycją, obrzędami. Cytuje rozmowy z ludźmi, których spotyka i z którymi się zaprzyjaźnia, chętnie przytacza anegdoty. Jej książki pełne są dygresji, dowcipnych komentarzy, barwnych spostrzeżeń. "Blondynki" mają swój styl i urok - konsekwentny we wszystkich książkach serii. Czy każdemu on odpowiada? Pewnie nie. Ale jeśli chcecie poznać np. Amazonkę z punktu widzenia odważnej i zarazem wrażliwej kobiety - zachęcam do lektury.


Martyna Wojciechowska to zupełnie inna bajka. Dla niej podróż to wyzwanie, kolejny szczyt do zdobycia. Ale, jak się okazuje, ta wojownicza kobieta potrafi zaskoczyć - społeczną wrażliwością, empatią, skupieniem. W "Namibii" wydanej w miniserii "Kobieta na krańcu świata" Wojciechowska wchodzi w grupę "miejscowych" i za ich sprawą pokazuje nam, gdzie naprawdę jesteśmy. W Namibii poznajemy więc 14-letnią Raisiuę, która właśnie wychodzi za mąż (jej mąż ma już jedną żonę). Dla nas to sytuacja szokująca. A jak ta młodziutka dziewczyna poradzi sobie w tym niby-zwyczajnym z jej pukntu widzenia położeniu? Wojciechowska zaspokaja naszą ciekawość do końca - i na szczeście jest to happy end.

Przy okazji dziwnych dla nas zwyczajów wspomnę o "Najdziwniejszych krajach". Tu autorami poszczególnych rozdziałów są mężczyźni i za ich sprawą poznajemy Chiny, Japonię, czy Koreę Północną. Tym razem jest to spojrzenie od strony politycznych i historycznych uwarunkowań, gospodarki i wewnętrznych lobby. Inny punkt widzenia, ale także ciekawy.


A teraz pora na Olgę Morawską, którą cenię za książki "Od początku do końca" oraz "Góry na opak". Pomysł na autorską serię "Wakacje w..." podoba mi się, a "Wakacje w Norwegii" tylko potwierdziły, że Morawska fajnie pisze i autentycznie zachęca do podróży. W Norwegii autorka  była dwukrotnie. Za pierwszym razem z przyjaciółmi ze studiów (i przyszłym mężem Piotrem Morawskim, himalaistą, który zginął w górach), za drugim z synami i mamą. Obie podróże posłużyły jej do wydania osobistego przewodnika po tym ciekawym kraju. Bardzo fajne, osobiste refleksje uzupełnione merytorycznymi informacjami i praktycznymi wskazówkami tworzą świetną książkę. Do tego poręczny format, piękne zdjęcia - mamy całośc idealną. Do Norwegii wybieram się od dawna - a kiedy już się wybiorę, to na pewno wezmę ze sobą "Wakacje w Norwegii" Olgi Morawskiej.


Na zakończenie klasyczny przewodnik - Anna Kłossowska zabiera nas do Włoch. Ale w  książce "Włochy jakich nie znacie" po tym kraju będą oprowadzać nas wyjątkowi ludzie.  Kardynał Stanisław Dziwisz poleca nam piękne, małe kościóki, a Zbigniew Boniek zachęca do odwiedzenia regionu Apulia ze względu na "morze, słońce i pyszne ryby". Poza tym dowiadujemy się, jak i dokąd możemy dojechać, gdzie coś dobrego, włoskiego zjeść i oczywiście, co interesującego zobaczyć. Przewodnik, który z przyjemnością się czyta, nawet, jeśli ktoś nie wybiera się do Włoch.

Ufff... na dzisiaj wystarczy. Następnym razem "Podróże życia. 10 niezapomnianych wypraw w różne zakątki świata".

Komu polecam
Amatorom małych i większych podróży. I tym, którzy zwiedzają świat tylko w książkach

Beata Pawlikowska "Blondynka w dżungli", "Blondynka na Kubie", 2012 r.; Maryna Wojciechowska "Namibia", 2012 r.; Olga Morawska "Wakacje w Norwegii", 2012 r.; "Najdziwniejsze kraje", 2012 r., Anna Kłossowska "Włochy  jakich nie znacie", 2012 r., G+J Książki 

Ake Edwardson "Niebo to miejsce na ziemi"

To wyjątkowo poruszający kryminał, gdyż ofiarami są w nim dzieci. Ale, co ważne, sprawca jest tu także ofiarą - krzywdzi, bo sam był krzywdzony. Edwardson w tak przemyślny sposób kreśli jego historię, że nawet jeśli mu nie współczujemy, to przynajmniej próbujemy zrozumieć. Wyraźnie chce nam powiedzieć: Za te zbrodnie odpowiedzialna jest nie tylko jedna osoba. 

Zaczyna się dość niewinnie. Mężczyzna zwabia do samochodu dzieci z przedszkolnego placu zabaw, chwilę z nimi rozmawia i zanim je wypuści, zostawia sobie jakąś ich rzecz: piłkę, zegarek, pluszaka. Dzieci opowiadają o spotkaniu z "wujkiem" swoim rodzicom, ale ci nie do końca im wierzą - wszak dzieci mają bujną fantazję. Kilku decyduje się jednak zawiadomić policję. Okazuje się, że takich zgłoszeń z każdym dniem przybywa, gdyż kolejne dzieci opowiadają o dziwnym spotkaniu z nieznajomym.

Sytuacja eskaluje w momencie, gdy kolejne zwabione do samochodu dziecko zostaje pobite i prawdopodobnie wykorzystane seksualnie. Schemat działania był taki sam, jak w poprzednich zdarzeniach, ale tym razem sprawca posunął się znacznie dalej. W przedszkolach narasta panika, rodzice boją się wypuszczać dzieci z domu. Ale to dopiero początek psychozy strachy, gdyż wkrótce ginie bez wieści kolejne dziecko. Wszystko wskazuje na to, że zostało porwane przez tego samego człowieka. Nie wiadomo, do czego tym razem posunie się nieobliczalny sprawca.

Śledztwo w sprawie dzieci zbiega się z innym, prowadzonym równolegle w sprawie napaści na młodych mężczyzn. Zostają oni przez napastnika "naznaczeni" - mają rany wypalone starym żelazem do znakowania zwierząt. Wszystko wskazuje na to, że to rodzaj zemsty, napiętnowania, obsesyjnej chęci odwetu. Być może o podłożu homoseksualnym.

Te dwie sprawy; porwanych dzieci i "naznaczonych" mężczyzn zaczynają się w pewnym momencie zapętlać, a trop prowadzi do tego samego miejsca. I tu zaczyna się zupełnie nowa historia - mroczna historia sprzed lat - w której sprawca jest ofiarą, a dotarcie do jego prześladowcy może doprowadzić do niego samego.

Znakomita, wielopłaszczynowa opowieść, która jest niczym labirynt po ciemnych zakamarkach ludzkiej duszy. Oszczędna w formie, świetnie pogłębiona psychologicznie. Czyli klasyka skandynawskich kryminałów. Polecam.

Ake Edwardson "Niebo to miejsce na ziemi", Wydawnictwo Czarna Owca, 2012 r.

Komu polecam
Miłośnikom dobrych kryminałów
Moja ocena 4,8

niedziela, 13 maja 2012

Warszawskie Targi Książki 2012 - relacja

Polacy czytają książki! Tak można wnioskować po frekwencji na III Warszawskich Targach Książki 2012. W niedzielne południe w kolejce przed Pałacem Kultury i Nauki trzeba było odstać dobre kilknaście minut, żeby kupić bilet i dostać się do stoisk pełnych książek. Oj, było na co popatrzeć i w czym wybierać... Obejrzyjcie moją relację z tych krótkich, ale treściwych kilku godzin spędzonych na targach.


Miło było stanąć w takiej kolejce, wiedząc, że to kolejka po książki. Nikt się nie niecierpliwił, nikt nie bał, że dla niego zabraknie...

Tuż po wejściu trafiłam na stoisko Świata Książki, które kusiło promocyjnymi cenami. Ale "Drwala" już mam, więc się nie skusiłam

 Gośćmi wydawnictwa w niedzielne południe były Lidia Popiel i Monika Richardson, które podpisywały swoją książkę "Polki na bursztynowym szlaku"

Chwilę później trafiłam na ekspozycję książek mojej ulubionej autorki
 Olgi Morawskiej...

...oraz książki innych polskich podróżniczek oraz podróżników, wydawane
przez G+J Książki

Grzegorz Kasdepke z uśmiechem na twarzy podpisywał swoje książki dla dzieci i ich rodziców. Mamy chętnie ustawiały się w kolejce po autograf sympatycznego autora

Albatros i jego oferta zatrzymały mnie na chwilę, ale już biegłam dalej...

...do Domu Wydawniczego Rebis, który miał ogromne stoisko. Jeszcze tu wrócę na wywiad...

Miło zobaczyć książki, które znam i cenię. Niezrównana seria "Salamandra"

A oto i miłośnik fantastyki wydawanej przez Rebis...

Kilka kroków dalej i już jestem na stoisku Wydawnictwa W.A.B., na którym dzień wcześniej "Noc żywych Żydów" podpisywał Igor Ostachowicz. Zaś w niedzielę ze swoimi czytelnikami spotkał się Marcin Wroński. Niestety, z autorem "Skrzydlatej trumny" minęliśmy się - a szkoda... To nic, spotkamy sie w Lublinie :)

Znakomite kryminały wydawane przez W.A.B. można było kupić w promocyjnej cenie

Do młodej autorki książki "Ja, anielica" ustawiła się długa kolejka młodziutkich czytelniczek. Cierpliwie czekały na autograf. Ja chyba nie jestem już w tym "targecie"...

I już kolejne stoisko z ciekawymi propozycjami - Wydawnictwo Nowy Świat, na którym ucięłam sobie sympatyczną pogawędkę z panią zachwalającą publikacje wydawnictwa

Choć bardzo się spieszyłam Wydawnictwo Jaguar zatrzymało mnie na dłuższą chwilę...
...a Pani Joanna cierpliwie prezentowała mi wydawnicze nowości i hity Jaguara, np. hiszpańskie "Piosenki dla Pauli" 

Na stoisku Wydawnictwa Marginesy Magdalena Zawadzka podpisywała książkę o swoim mężu Gustawie Holoubku...

...a naprzeciwko Andrzej Stasiuk podpisywał swój najnowszy "Grochów" wydany przez Czarne. Trzeba było odstać w kolejce kilkanaście minut, żeby otrzymać autograf pisarza

Na zainteresowanie czytelników nie narzekała też Katarzyna Grochola, która podpisywała swoje książki na stoisku Wydawnictwa Literackiego. Za Panią Katarzyną, której uśmiech nie schodził z twarzy, sama redaktor naczelna wydawnictwa

A to już Wydawnictwo Czarna Owca, które promowało m.in. najnowsze
 "Biuro tajnych spraw" Latkowskiego i Pytlakowskiego. To ma być hit tego lata!

A ja zatoczyłam koło i... wróciłam do Rebisu na wywiad z Ryszardem Wolańskim, autorem książki "Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań". Autor, w przerwach naszej rozmowy,  podpisywał książkę, a chętnych - głównie pań, w każdym wieku - nie było widać końca 

Na stoisku Bellony swoje książki podpisywał Cezary Prasek, autor mojego ulubionego "Życia towarzyskiego w PRL"

Do Bellony trudno było się dopchać. Ale dostrzegłam kilka książek, które ostatnio czytałam

I prawdziwa niespodzianka - książka Sylvii Plath... dla dzieci. Wydawnictwo Dwie Siostry miło mnie zaskoczyło... "Garnitur na każdą okazję" - zapamiętajcie ten tytuł. Pani z wydawnictwa zapewniała, że książka jest ciepła i mądra (i na pewno nie depresyjna :))

I już przed PKiN, gdzie też było w czym wybierać...

Książkowe "grzebalnie" są niezrównane. Zawsze można znaleźć jakąś "perełkę"


W namiotach z promocjami utknęłam na dobre - choć na zdjęciu to niej ja :) Ale takich jak ja było bardzo wielu...


Ja już zbieram się do wyjazdu, a kolejka na targi wciąż dłuższa...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...