Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Tuszyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Tuszyńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

Agata Tuszyńska "Tyrmandowie. Romans amerykański"

W tej książce mamy wyjątkową okazję zobaczyć innego Leopolda Tyrmanda, niż tego, którego znamy z czasów komunistycznej Polski. Już nie playboya, gorszyciela, wywrotowca, ale dojrzałego mężczyznę, który wie czego chce, a w Ameryce szuka prywatnej stabilizacji, zawodowego spełnienia i radości ze zwyczajnego życia. Jego bezpieczną przystanią okaże się młodziutka Żydówka, która uwiedzie go intelektem i niemal bałwochwalczym uwielbieniem. 

Poznali się, gdy Tyrmand miał pięćdziesiąt lat i od czterech lat mieszkał w Stanach, gdzie powoli przebijał się na rynku wydawniczym. 23-letnia Mary Ellen, studentka iberystyki na Yale, zakochała w jego intelekcie, charyzmie, uroku osobistym. "Miał w sobie ciepło. I roznosiła go energia. Między nami natychmiast zaiskrzyło." Szybko zostali kochankami, ale o poważny związek Mary Ellen zabiegała długo i wytrwale. Rozkochiwała w sobie Tyrmanda listami, w których uwodziła go słowem; błyskotliwością, intelektem, twórczą odwagą. Jej determinacja przyniosła w końcu efekt; zostali małżeństwem.

To nie był łatwy związek; dzieliła ich duża różnica wieku, życiowych doświadczeń, priorytetów. Przeciwko Lolkowi (tak Tyrmanda nazywała Mary Ellen) była jej matka, która postawiła nawet ultimatum: jeśli chcesz z nim być, wynoś się z domu. Dla młodej kobiety wybór był oczywisty. Była zdeterminowana; chciała być żoną Tyrmanda, towarzyszką w codziennym życiu, godnym partnerem intelektualnym. I w każdą z tych ról weszła znakomicie, można nawet powiedzieć, że to ona była siłą napędową tego związku; od początku do końca.

Tę niezwykłą historię poznajemy dzięki niemal stu zachowanym listom pisanych do siebie przez kochanków, a później małżonków. Dopełnieniem opowieści są wspomnienia Mary Ellen, z którą spotkała się Agata Tuszyńska. I mimo, że od śmierci Tyrmanda minęło prawie 30 lat, w słowach jego żony wciąż słychać wielką miłość, podziw, zachwyt. I żal, że to małżeństwo trwało tak krótko, zbyt krótko. Ta miłość zasługiwała na dużo więcej, zdaje się mówić Mary Ellen, a została przerwana w momencie, gdy zaczynała być dojrzała, spełniona, silna.

Piękna historia opowiedziana listami, zdjęciami i słowami zakochanej kobiety. Gorąco polecam.

Spotkania z autorką książki Agatą Tuszyńską


Agata Tuszyńska "Tyrmandowie. Romans amerykański", Wydawnictwo MG, 2012 r.

poniedziałek, 28 maja 2012

Agata Tuszyńska "Oskarżona Wiera Gran"

Kiedy dwa lata temu pisałam tę recenzję, zaraz po ukazaniu się książki "Oskarżona Wiera Gran", nie sadziłam, że doczeka się ona filmowej wersji. A jednak.  Premiera filmu "Wiera Gran" odbędzie się podczas 52. Krakowskiego Festiwalu Filmowego, który dziś rusza. Film zobaczymy też 29 maja około godziny 22.55 w TVP2. Reżyseria: Maria Zmarz-Koczanowicz, scenariusz: Agata Tuszyńska. Warto przeczytać tę książkę. Bardzo wierzę, że warto zobaczyć ten film.

I już o książce, a właściwie o samej Wierze Gran. Była piękna, utalentowana, przebojowa. Chciała być tancerką – została śpiewaczką w przedwojennej Warszawie. Nazywaną ją polską Edith Piaf. Ale Wiera Gran przede wszystkim była Żydówką. I to właściwie jest w tej książce najważniejsze. Bo zaraz po błyskotliwym początku kariery jest warszawskie getto, cierpienie, bezwzględna walka o życie, zdrada.

Czy Wiera Gran współpracowała z nazistami, by wydostać się z getta? Czy zdradziła swoich najbliższych? Czy była kolaborantką? Tak przez lata mówili ci, którzy tak jak ona przeżyli wojnę.

Na tym oskarżeniu buduje swoją książkę Agata Tuszyńska. Starą, samotną i zdziwaczałą Gran odwiedza w jej paryskim mieszkaniu. Miesiącami, małymi kroczkami, próbuje nawiązać z nią bliższy kontakt, zbudować zaufanie. Wyciąga z niej słowo po słowie, z urywków wspomnień, zdjęć, przedmiotów buduje historię życia Wiery Gran. I stawia mocną tezę: Wiera nie była zdrajczynią. Była ofiarą pomówień, powtarzanych latami kłamstw. Czy to przypadek, czy misternie uknuta intryga, która miała odwrócić uwagę od prawdziwych zdrajców? – pyta Tuszyńska.

I wybucha skandal. Wszystko za sprawą kilku zdań Wiery Gran przywołanych przez autorkę w książce: "Był naprzeciwko, tuż przede mną, widziałam wyraźnie. Szpilman w czapce policjanta. Ten sam Szpilman, pianista. Wywlekał za włosy kobiety. Chronił dłonie. Ręce pianisty wymagały specjalnej opieki.”

Miała być obrona Gran, zrobiło się oskarżenie Szpilmana. niepotrzebnie. To, moim zdaniem, najsłabszy (choć pewnie najlepiej się "sprzedający”) element tej książki.

A to, co naprawdę jest w niej dobre, to portret wyjątkowo inteligentnej, silnej, niezwykłej kobiety, która przeżyła tyle, że starczyłoby na kilka niezłych żyć. Razem z Tuszyńską zaglądamy do zagraconego, zatęchłego mieszkania Gran. Niechętnie, z wielką nieufnością uchyla nam drzwi, a my wchodzimy w jej świat, który jest i fascynujący i przerażający jednocześnie. To świat wielkiej kariery i trudnej, niejednoznacznej historii. Wspomnień i urojeń. Miłości i nienawiści.

Ile w tym co mówi Wiera prawdy, a ile fantazji? Ile autentycznej goryczy, a ile starczego jadu? Ile cierpienia, a ile fobii? Ile szaleństwa?

Pojęcia nie mam. I myślę, że nie o prawdę, ani nie o rację w tej książce chodzi. Tylko o samotną, nieszczęśliwą kobietę, która umierała w poczuciu wielkiej krzywdy.

Agata Tuszyńska "Oskarżona Wiera Gran", Wydawnictwo Literackie, 2010 r.

Komu polecam
Mądrym, uważnym czytelnikom
Moja ocena 4,9

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...