sobota, 16 czerwca 2012

Aleksander Makowski "Tropiąc Bin Ladena"

Sensacyjna fabuła rodem z najlepszych filmów szpiegowskich, świetnie poprowadzona akcja i wreszcie sama postać autora, który poza ciekawą osobowością i barwną przeszłością ma niewątpliwy dar pisania - to kilka z wielu atutów "Tropiąc Bin Ladena". Zapewniam, że nie tylko miłośnicy najnowszej historii i jej sensacyjnych wątków będą usatysfakcjonowani. To po prostu bardzo dobrze napisana książka, z której sporo można się dowiedzieć o kulisach działania polskiego i światowego wywiadu. A przede wszystkim spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy tragedii z 11 września 2001 roku można było uniknąć?

Aleksander Makowski, jeden z najzdolniejszych oficerów PRL-owskiego wywiadu, w 1990 roku negatywnie zweryfikowany i zwolniony ze służby, rozpoczyna swoją opowieść pod koniec lat 90. Ze swoim przyjacielem, biznesmenem Rudolfem Skowrońskim, szefem Inter Commerce, leci do Afganistanu, by nawiązać tam współpracę w zakresie handlu bronią, szmaragdami i drukiem afgańskich pieniędzy w Polsce. W negocjacjach z Ahmadem Szahem Masudem, dowódcą Sojuszu Północnego, walczącego z reżimem talibów ma pomóc doświadczenie Makowskiego ze służby wywiadowczej. Strony szybko dobijają targu, a spotkanie biznesowe staje się pretekstem do rozmów stricte politycznych.

Wiedząc o zasługach wywiadowczych Polaka, Masud wprowadza go w kulisy trudnej sytuacji w kraju, który ogarnięty jest wojną domową. Przestrzega przy tym otwarcie przed niebezpiecznym fundamentalizmem talibów, a przede wszystkim przed "bogatym saudyjskim fundamentalistą Usamą Bin Ladenem", który zdobywa coraz większe wpływy w świecie islamskim. Jest przy tym zdumiony, że Ameryka nie dostrzega tego zagrożenia i nie ma z tej strony żadnego wsparcia. Makowski, w zamian na nawiązaną współpracę handlową, ma stworzyć dobry klimat do rozmów z Amerykanami, na które bardzo liczy Masud.

"Mówił do nas z rozbrajającą szczerością. Jego relacja pokazywała dobitnie, że aby wyjść z impasu, musi przekonać Stany Zjednoczone i inne główne państwa zachodnie o konieczności wsparcia jego ugrupowania przeciwko talibom. Próbował wykorzystać każdy dostępny kanał, aby zaprezentować swoje racje administracji amerykańskiej. Rozmowa z nami była kolejną taką próbą."

Tak zaczyna się opowieść, której istotą jest zaangażowanie polskiego wywiadu wraz z CIA w akcję schwytania Bin Ladena - pod koniec lat 90., jak i w latach 2002-2006. W działaniach operacyjnych, zarówno przed, jak i po 11 września 2001 r., udział brał Aleksander Makowski. Poznajemy więc jego osobistą relację z działalności wywiadowczej, której celem było pojmanie najgroźniejszego, światowego terrorysty.

Autor prowadzi fabulę w niezwykle precyzyjny sposób. Poznajemy więc z najdrobniejszymi szczegółami niuanse polityczne, historyczne i biznesowe, które miały wpływ na przebieg działań wywiadowczych, prowadzonych zarówno przez Polaków, jak i amerykańskie CIA. Makowski nie szczędzi nam przy tym znakomitych "smaczków" związanych już z samą pracą oficera wywiadu. Pisze o sposobach pozyskiwania informacji, ich weryfikacji, budowania zaufania. Jak również o wielkiej skupulatności, pracowitości i wytrwałości, które są fundamentem dobrego oficera wywiadu. "Umiejętność cierpliwego czekania musi cechować zarówno szpiegów, jak i dziennikarzy. Jeśli ktoś sądzi, że w codziennej pracy szpiega nie ma nudy, biurokratycznych obrządków czy tępych, banalnych zajęć, to się myli. Adrenalina, przygoda, euforia mają tam znikomy udział."

Ale nie o "smaczki" w tej książce chodzi. Kulisy pracy "szpiega" to tylko dodatek. Makowski próbuje przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: czy  11 września 2001 roku musiało dojść do zamachu terrorystycznego? Czego nie zrobiono, co zrobiono nie tak, jakie ogniwa zawiodły? Dlaczego nie zdołano powstrzymać zbrodniczej, terrorystycznej siły, która była już wtedy doskonale znana i namierzona? Kto i kiedy popełnił błąd?

Aleksander Makowski nie bawi się w fałszywą skromność i wyraźnie podkreśla zasługi polskiego wywiadu w Afganistanie. Dowodzi, że dzięki wiedzy i kontaktom, które także on sam posiadał można było zatrzymać Bin Ladena przed 2001 rokiem i być może zapobiec wrześniowej tragedii. Pokazuje niefrasobliwość i megalomanię Amerykanów, którzy zlekceważyli ważne sygnały pochodzące z polskiego wywiadu. Skrupulatnie, prezyzyjnie, logicznie punktuje ich słabe strony. To robi wrażenie.

Autor nie zostawia też suchej nitki na słynnym Raporcie Macierewicza, który w sposób przeczący zarówno logice, jak i wszelkim zasadom bezpieczeństwa, zdekonspirował operację prowadzoną przez nasz wywiad i był osobistym dramatem autora.



Jest też fajny, tzw. ludzki aspekt tej książki. Mam na myśli znakomicie nakreślony portret Ahmada Szaha Masuda, charyzmatycznego przywódcy mudżahedinów, którego Makowski nazywa "najsławniejszym partyzantem świata". Miałam wrażenie, że oddaje w sposób hold słynnemu afgańskiemu komendantowi, który zginął w zamachu 9 września 2001 roku.

Daję tej książce najwyższą notę nie tylko za świetną, sensacyjną fabułę rzucającą nowe światło na walkę Amerykanów z terroryzmem, ale też doceniając jej niewątpliwe walory literackie.

To jest bardzo dobra książka.

Aleksander Makowski "Tropiąc Bin Ladena. W afgańskiej matni 1997-2007", Wydawnictwo Czarna Owca, 2012 r.

Moja ocena 5

Aleksander Makowski 
Absolwent Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadowczych polskiego wywiadu (1972–1973). Ukończył studia podyplomowe LLM Harwardzkiej Szkoły Prawa (1975–1976). Doktor nauk prawnych Instytutu Nauk Prawnych PAN (1978). W latach 1985–1988 naczelnik Wydziału XI Departamentu I MSW. Negatywnie zweryfikowany w 1990 r. i zwolniony ze służby wywiadu. W latach 1992–2007 współpracownik Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa i wywiadu wojskowego WSI.

piątek, 15 czerwca 2012

Konrad T. Lewandowski "Sensownik Matki Polki"

Podzieliłabym tę książkę na dwie części. Pierwszą; zaskakującą, dojrzałą, ważną. I drugą; lekką, zabawną, trochę nierealną. Pierwsza pokazuje PTSD, czyli zespół stresu pourazowego żołnierzy po misji w Iraku. I przede wszystkim to, jak ten trudny, nie do końca znany u nas problem wpływa na życie całej rodziny "weterana". Druga tę sprawę na swój sposób oswaja i równocześnie spłyca, w stylu kobiecej, zabawnej literatury. Zdecydowanie wolę pierwszą część tej książki. I żałuję, że nie została rozbudowana, gdyż mielibyśmy wyjątkową pod każdym względem książkę.

Słoneczna, ciepła i radosna okładka książki jest zapowiedzią lekkiej i przyjemnej lektury na wakacje. Ale już pierwsze strony rozwiewają złudzenia; rzecz będzie raczej cięższej materii. Klaudia, młoda Polka  zakochuje się w Davidzie, Amerykaninie, który niedługo po ślubie wyjeżdża na misję do Iraku. To prawdziwa historia, o czym na wstępie informuje nas autor, więc tym większe wrażenie robi na czytelniku. "Najpierw przyszło przeżyć najkoszmarniejszy prima aprilis w życiu, czyli 1 kwietnia 2003, kiedy mój mąż David pojechał czołgiem zdobywać Belgrad. Wytrzymałam trzysta sześćdziesiąt pięc nocy, z ktorych żadna nie była bajką."

Klaudia została sama z małym dzieckiem w Luizjanie, z daleka od Polski, od swojej rodziny. Każdego dnia, wraz z innymi żonami amerykańskim żołnierzy czeka na wieści z frontu. Każdego dnia któraś z nich słyszy, że jej mąż właśnie zginął... To, co miało być błyskawiczną i bezpieczną misją staje się wielomiesięczną wojną z prawdziwego zdarzenia, która pochłania wiele ofiar i której końca nie widać.

Gdy David wraca wreszcie do domu, jest już innym człowiekiem. Wojna zrobiła swoje; koszmary nie dają o sobie zapomnieć. Niewinne ofiary, dzieci umierające na rękach, paniczny strach przed przypadkową śmiercią... W Stanach wojskowi psychologowie byli znakomicie przygotowani na takie przypadki w skrócie określane PTSD. To zespół stresu pourazowego, który może trwać wiele lat, a nawet całe życie i odbijać się na całej rodzinie żołnierza, a nawet kończyć samobójstwem lub zabójstwem. W Stanach osoby z PTSD otaczano szczególną opieką psychologiczną. Problem w tym, że nasza bohaterka wraz z mężem i małym synkiem wróciła do Polski... A nasi psycholowie nie potrafili profesjonalnie sobie z nim poradzić.

David izoluje się od rodziny, żyje w świecie brutalnych gier komputerowych, oddala się od Kaludii i syna. Jego lęki zdają się pogłębiać, a Klaudia, na początku bezradna, wymyśla w końcu sposób, by obejść nieskutecznych psychologów i pomóc mężowi wyjść z PTSD. Robi to po "kobiecemu"; ma to być i pożyteczne, i zabawne. I tu wchodzimy już w drugą, mniej przeze mnie lubianą część tej książki. Błachą, banalną i dość niewiarygodną pod każdym względem. Będącą swoistym dysonansem do pierwszej części: mądrej, szczerej, interesującej i pouczającej.

Rozumiem zamysł autora: oswoić trudny problem poprzez lekki, zabawny ton oraz szalony, abstrakcyjny pomysł. Ale ja zdecydowanie wolałabym proste, szczere słowa bohaterki, która nie ukrywa swoich emocji pod płaszczykiem zgrywy. To zgrzyta, trudno uwierzyć w wykreowaną podróż z przyjaciółmi, w momencie, gdy wali ci się życie - nawet, jeśli ta podróż ma to życie ratować.

Szkoda, że "narratorka-Klaudia" sama nie napisała tej książki, bez sięgania przez pośrednika-autora po dość banalne chwyty. Jej doświadczenie, emocje, wiedza mogłyby być kanwą znakomitej, ważnej, unikalnej książki. A tak mamy tylko kolejną kobiecą pophistoryjkę. Żałuję, bo miałam na tę książkę naprawdę wielki apetyt. Ale to oczywiście nie znaczy, że innym się nie spodoba.

Książkę, tak czy inaczej, warto przeczytać, bo takiej jeszcze na naszym rynku nie było.

Konrad T. Lewandowski "Sensownik Matki Polki", Wydawnictwo G+J Książki, 2012 r.

Moja ocena 4,3

środa, 13 czerwca 2012

Zapowiedzi na czerwiec cz.II: Nietykalni, Studnia bez dnia, Pisane krwią

Do przeczytania tych czerwcowych nowości będę chciała się przymierzyć jeszcze w tym miesiącu. Mam nadzięję, że ich różnorodność sprawi, iż nie będę się nudzić i z przyjemnością napiszę o nich na blogu. A tymczasem czytam już kilka wcześniej zapowiadanych na czerwiec książek... 







Philippe Pozzo di Borgo
Drugi oddech
TU RECENZJA
W.A.B.

Wydawnictwo W.A.B. postanowiło zaprezentować polskim czytelnikom opowieść Philippe'a Pozzo di Borgo, która stanowi kanwę filmu "Nietykalni". Philippe ulega wypadkowi na paralotni, w skutek którego łamie kręgosłup. Francuski arystokrata zostaje przykuty do wózka. Postanawia zatrudnić pomocnika. Zgłasza się wiele osób, ale wybiera Algierczyka Abdela - złodziejaszka i podrywacza z paryskich blokowisk. W zwykłych okolicznościach obaj pozostaliby na zawsze każdy w swoim świecie. Ich zmagania z cierpieniem i utratą bliskich pozwalają w wyostrzonym świetle ujrzeć podstawowe, uniwersalne wartości - niezależne od podziałów społecznych. "Drugi oddech" to piękna, poetycka opowieść o paradoksach losu, zabawnym zderzeniu kultur, sile przyjaźni i miłości, potędze wiary.
Książka składa się z dwóch części: w "Drugim oddechu" autor opisuje swoje dzieciństwo, lata młodzieńcze, doświadczenia zawodowe i rodzinne, wypadek na paralotni oraz śmierć ukochanej żony Béatrice. W rozdziale "Diabeł stróż" przedstawia swoje dalsze losy, aż do spotkania Khadiji - drugiej żony, z którą ponownie odnalazł szczęście.



Katarzyna Enerlich
Studnia bez dnia
TU RECENZJA
MG

Pretekstem do tej opowieści stała się wpleciona w naszą współczesność historia Martinusa Teschnera, toruńskiego kupca, wręczającego swoim kochankom drogocenne pierścienie. Jeden z nich, legendarny i wyjątkowy, bo ozdobionym rubinem wydobytym z Gór Izerskich, jest do dziś przedmiotem pożądania. Czytając tę powieść dowiemy się, jaką tajemnicę skrywa trzynastowieczna studnia w rzeźbiarskiej pracowni w Toruniu? Co łączy powtórny pochówek Mikołaja Kopernika z zadziwiającym odkryciem Marceliny? Czy wszyscy jesteśmy skazani na nieuchronność i w jaki sposób zmienia ona nasze życie? Co stanie się, gdy bułhakowska Annuszka rozleje olej... tym razem w naszym życiu. W swych poprzednich książkach, których akcja rozgrywała się na Mazurach, Autorka co i rusz zaglądała na chwilę do Torunia. Tym razem całą akcję książki umieściła w tym przepięknym mieście o niezwykłych tradycjach. „Studnia bez dnia” pojawi się w księgarniach 27 czerwca



Piotr Przewoźny
ZEK

„ZEK” to historia człowieka, który pojechał na Ukrainę jako uczciwy obywatel, a wrócił z niej jako wyjęty spod prawa. Autor tego swoistego pamiętnika opowiada o tym, jak ciekawość i pragnienie wolności wepchnęły go w szeregi mafii. Jako członek niewielkiej, ale sprawnie działającej grupy uczestniczył w kilku spektakularnych akcjach, zaznał rozmaitych przyjemności tego świata i całkiem nieźle się bawił. Niestety, do czasu. Po prowokacji zaaranżowanej przez konkurencyjną grupę trafił do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze i musiał nauczyć się radzić sobie w świecie, w którym więzień jest nikim, a strażnik decyduje o życiu lub śmierci…



Karolina Król
Cukierek albo psikus

Często najstraszniejsze historie zaczynają się całkiem niewinnie. Wystarczy grupka nastolatków, noc Halloween i zabawa w wywoływanie duchów. Rzecz w tym, że duchy nie lubią się bawić... Cukierek albo psikus jest udaną realizacją powieści z pogranicza grozy i historii obyczajowej. Nastoletniej autorce należą się brawa za fabularną konsekwencję, ostre rysy charakterologiczne bohaterów oraz wartką, wciągającą akcję, która bawi lepiej niż Oszukać przeznaczenie…








Chelsea Quinn Yarbro
Pisane krwią

Kolejny tom przygód nieśmiertelnego wampira, hrabiego Saint-Germain. Jest rok 1910. Mocarstwa Europy łączą więzy krwi władców, lecz dzielą  sprzeczne  ambicje i różne sojusze. Car  Mikołaj II zleca mieszkającemu obecnie w Rosji  hrabiemu Saint-Germain ściśle tajną  misję dostarczenia  propozycji pokojowej  królowi Edwardowi VII i cesarzowi Wilhelmowi. Car nie ufa własnym ministrom i tylko w hrabim pokłada nadzieję na uratowanie pokoju. Misja Saint-Germaina przyciąga uwagę niebezpiecznych wrogów, a szczególnie barona von Wolgasta, podstępnego producenta broni, któremu najmniej zależy na pokoju w Europie i który nie cofnie się przed niczym, by pozbyć się hrabiego. Całą intrygę obserwuje tajemniczy Sidney Reilly, legendarny  brytyjski agent. A jeśli dodamy do tego płomienny romans hrabiego z młodą i bardzo niezależną malarką,  otrzymujemy porywającą opowieścią, która oczaruje zarówno wiernych czytelników cyklu o Saint-Germainie, jak i tych, którzy sięgają do niego po raz pierwszy.

niedziela, 10 czerwca 2012

Jan Tomkowski "Nie ma Pauliny"


Niech Was nie zwiedzie tytuł, ani okładka! Ta książka nie ma nic wspólnego z lekką, kobiecą literaturą. Zamiast ckliwego romansu dostajemy natomiast znakomity przegląd arcydzieł światowej literatury poruszających takie ponadczasowe tematy jak miłość, wierność, rodzina, samotność i przede wszystkim kobiecość we wszelkich jej przejawach. Sądzę, że dla wielu ta książka może stać się inspiracją, by sięgnąć po świetne, klasyczne powieści.

Zaczyna się od trzęsienia ziemi. Starszy, doświadczony mężczyzny zostaje porzucony przez swoją partnerkę, trzydziestoletnią Paulinę. Ta sytuacja skłania go do rozważań na temat sensu dalszego życia, a właściwie jego bezsensu. "Kiedy Paulina odeszła, by - jak powiedziała - ułożyć sobie życie, pomyślałem od razu, że to świetna okazja, by ułożyć sobie śmierć". Ale ta deklaracja, jak szybko możemy się przekonać, nie jest ostatnim słowem samobójcy, ale dramatycznym wołaniem o uwagę. Porzucony mężczyzna musi z siebie wyrzucić wszystkie negatywne emocje i w jakiś sposób zracjonalizować zachowanie kobiety.

Rozstanie staje się więc pretekstem do wspomnień o Paulinie. Ale mało w nich sentymentalizmu. Znacznie więcej konkretnych sytuacji, które pokazują nie najlepszy charakter byłej partnerki. Jawi nam się ona jako interesowna, egoistyczna, cwana, zimna i próżna kobieta. A porzucony mężczyzna jako jej ofiara. Mimo że narrator robi wszystko, by ukazać Paulinę w możliwie obiektywny sposób, nie jest to możliwe. W jego słowach, czy tego chce, czy nie, słychać gorycz i smutek porzuconego kochanka. W dodatku kochanka, które wcześniej z pełną premedytacją był zdradzany. Analizowanie tej sytuacji na zimno, krok po kroku, to nic innego jak rozdrapywanie ran.

Tę autodestrukcyjną psychoanalizę ratuje ucieczka narratora w świat literackiej fikcji. Przekonuje on (przede wszystkim sam siebie), że jego sytuacja nie jest w żaden sposób wyjątkowa. I serwuje nam znakomity przegląd kobiecych postaci przewijających się w światowej literaturze, które kochały, uwodziły, zdradzały, porzucały. Mężczyzn, którzy kochali, cierpieli, byli zdradzani i porzucani. Pisarzy, którzy z miłosnych porażek uczynili swój literacki atut.

Literackie odniesienia przeplatają się z osobistymi wspomnieniami i refleksjami. Z każdą kolejną kartką mniej w nich napięcia, więcej swobodnego oddechu. Książka o rozstaniu z Pauliną, która miała być spowiedzią, oczyszczeniem, rozliczeniem z przeszłością, staje się znakomitym spektrum miłości, zdrady, rozstania. O tyle ciekawym, że odnoszącym się do najlepszych, literackich wzorców.

Polecam z przekonaniem.

Jan Tomkowski "Nie ma Pauliny", Wydawnictwo Nowy Świat, 2012 r.

Moja ocena 4,6
 

sobota, 9 czerwca 2012

Jonathan Carroll "Poza ciszą"

"Poza ciszą" to książka tylko pozornie niewinna. Zwyczajny świat, do którego zaprasza nas narrator usypia naszą czujność, po czym okazuje się zmyślną pułapką, w którą wpadamy jak dzieci. Tu nic nie jest takim, jakim nam się na początku wydawało. Nic nie jest oczywiste, proste, zwyczajne. Jak to zresztą zwykle u Jonathana Carrolla ...  

Zaczyna się ta historia zwyczajnie, choć na swój sposób romantycznie. Max Fischer, wzięty autor komiksów  "Spinacz", poznaje na przyjęciu Lilly Aaron, która "ma w sobie coś z Francuzki". Max niedawno rozstał się ze swoją partnerką, czuje się nieco samotny i zagubiony, a choroba jego matki sprawia, że bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje bliskości. Lilly znakomicie wpisuje się w tę sytuację; jest empatyczna, dojrzała, pełna ciepła i zrozumienia.

Związek Maxa z Lilly synem nabiera rumieńców. Jest on tym silniejszy i poważniejszy, że kobieta ma syna, niespełna dziesięciletniego Lincolna, z którym mężczyzna szybko nawiązuje świetny kontakt. Być może sprawia to jego chłopięca wyobraźnia, pozwalająca tworzyć komiksowy świat, a być może dojrzał właśnie do ojcostwa... Sam jest tą sytuacją mile zaskoczony, gdyż kompletnie nie widział się dotąd w roli ojca.

Ale z Lincolnem wszystko wyglada inaczej. Max czuje się za niego odpowiedzialny, dobrze się z nim dogaduje i niepostrzeżenie mężczyzna wchodzi w rolę pełnoprawnego taty. Jest to o tyle prostsze, że biologiczny ojciec chłopca nie żyje, a ten nigdy go nie poznał. Wydaje się, że Max, Lilly i Lincoln tworzą naprawdę udaną rodzinę.

Tę sielankę przerywa wypadek, któremu chłopiec ulega podczas zabawy. Jego obrażenia są co prawda niegroźne, ale gwałtowna reakcja Lilly w szpitalu zadziwia zarówno personel, jak i Maxa. Kobieta, wbrew zaleceniom lekarzy, chce natychmiast zabrać syna do domu i wydaje się przerażona faktem, że szpital wszedł w posiadanie jakichkolwiek danych chłopca.

Ten spontaniczny wybuch daje Maxowi do myślenia. Rozpoczyna on swoje prywatne śledztwo i zaczyna "grzebać" w przeszłości Lilly i Lincolna. To, co odkrywa, nijak się ma do tego, co opowiadała mu kobieta. Pytania mnożą sią, a prawda, której zaczyna się domyślać, wydaje się przerażająca. Max wie, że rozwikłanie tej zagadki i ujawnienie prawdy może w sposób dramatyczny i nieodwracalny zrujnować życie całej trójki. Ale czy milczenie jest dobrym wyjściem? Sytuacja wydaje się być bez wyjśia.

Sekrety, tajemnice, kłamstwa, czy sprytna mistyfikacja, która ma drugie dno? Po tej książce spodziewajcie się wszystkiego. U Carrolla nic nie jest jednoznaczne i oczywiste, a każda sytuacja może w ciagu sekundy nabrać nowego wymiaru. Nie dajcie się zwieść łagodnemu tonowi tej prozy, prostolinijnym, na pierwszy rzut oka postaciom, niby-banalnej fabule. Autor to mistrz kreacji. A światy, które kreuje do zwyczajnych nie należą - tak też jest i w tym przypadku.

Jonathan Carroll "Poza ciszą", Dom Wydawniczy Rebis, 2012 r.

Moja ocena 4,8

piątek, 8 czerwca 2012

Monica Garcia Massague "Historia burdeli"

Jestem fanką tej serii, więc "Historii burdeli" nie mogłam oczywiście przeoczyć. I nie rozczarowałam się. Mamy tu kawał historii, począwszy od czasów starożytnych po współczesne, jak też ciekawe spojrzenie na zmieniającą się z biegiem wieków obyczajowość. Ci jednak, którzy liczą na naukowe opracowanie, rozczarują się, gdyż to lekka, dobrze napisana opowieść o ludziach i ich słabościach, zaspokajanych przez tzw. rynek, jakkolwiek byśmy go nie nazwali: burdelem, domem schadzek, czy siedliskiem rozkoszy.

Autorka rozpoczyna od wprowadzenia nas w istotę instytucji, jaką już w starożytności był burdel. Sama nazwa oznaczać może także "izbę handlową", "anielski dom", czy "dom grzechu" lub "szybki dom". Było to miejsce spotkań towarzyskich dla mężczyzn, inicjacji młodzieńców, scena teatralna - i nawet jeśli nie cieszyło się najlepszą sławą, było niezwykle popularne. To tutaj wyznaczono nowe trendy w architekturze, sztuce i modzie. To tutaj odbywały się żarliwe debaty i zapadały kluczowe decyzje w kwestiach politycznych i gospodarczych. To wreszcie tutaj rozwijała się przedsiębiorczość...

Ta instytucja przetrwała tysiąclecia, musiała więc mieć solidne podstawy. I rzeczywiście miała. Prostytucją trudniły się bowiem kapłanki w świątyniach, które do swych "duchowych obowiązków" włączały obrzędowy, płatny seks z wyznawcami. Uświęcona praktyka szybko stała się znakomicie prosperującym interesem. I tak w murach świątyni Afrodyty Porne w Koryncie tysiące kobiet - uciekinierek z podbitych plemion - musiało, w zamian za schronienie, zaspokajać całe grupy marynarzy przybywających z Grecji. Pierwsze starożytne burdele z prawdziwego zdarzenia prowadzone były przez urzędników państwowych, którzy zarabiali na sprowadzanych cudzoziemkach. Były zróżnicowane w zależności od zamożności; od najbardziej ekskluzywnych - z masażami, afrodyzjakami, w eleganckich wnętrzach, po usługi dla mniej zamożnych klientów świadczone na ulicy. Jak widać, w tej kwestii niewiele się zmieniło...

Dalej mamy historyczny i kulturowy przegląd prostytucji w Hiszpanii, Indiach, Japonii, Włoszech, Francji. O tyle ciekawy, że nieodłącznie związany z rozwojem sztuki we wszystkich jej dziedzinach; literatury, malarstwa, rzeźby, teatru, filmu.

Ale współczesne domy publiczne przede wszystkim świetny biznes, dobrze zorganizowane przedsiębiorstwa, które wymagają dobrego zarządzania i generują ogromne zyski. Trzeba mieć na nie pomysł i konsekwentnie go realizować - dowodzi autorka. Rynek domaga się nowych pomysłów, wizjonerów, którzy potrafią wykreować i zaspokoić nowe potrzeby. Nic nie stoi w miejscu - ten biznes także się zmienia.

Lekkie, dowcipne, ale też pouczające spojrzenie na burdelowy interes. Temat stary jak świat, ale jednak wciąż tabu. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Tym bardziej warto przeczytać tę książkę :)

Monica Garcia Massague "Historia burdeli", Wydawnictwo Bellona, 2012 r.

Moja ocena 4,5

czwartek, 7 czerwca 2012

Dariusz Kortko, Judyta Watoła "Czerwona księżniczka"


Ambitna, pracowita, konsekwentnie dążąca do celu. Próżna, nie znosząca sprzeciwu, przedmiotowo traktująca ludzi. Karierowiczka wykorzystująca znane nazwisko, czy świetny lekarz i menadżer? Kim naprawdę jest Ariadna Gierek-Łapińska, synowa I sekretarza PZPR Edwarda Gierka? Na to pytanie próbują odpowiedzieć autorzy "Czerwonej księżniczki" tworząc portret nietuzinkowej kobiety. Wykonują przy tym kawał dobrej reporterskiej roboty pokazując zarówno błyskotliwą karierę znanej pani profesor, jak też spektakularny upadek starzejącej się kobiety, nie dającej sobie rady z uzależnieniem od alkoholu.

Adama, syna Edwarda Gierka, Ariadna poznała jeszcze w szkole. Ale pobrali się, gdy była na ostatnim roku medycyny, tuż po pierwszym rozwodzie. Czy to była wielka miłość? Raczej głos rozsądku. "Będziesz z nim miała słodkie życie. A miłość przyjdzie z czasem" - przekonuje Ariadnę jej babcia. Na teściach robi bardzo dobre wrażenie - ambitna, zdolna, pracowita. Wie, czego chce, na pewno zajdzie daleko.

Ariadna faktycznie już wtedy wie, co chce w życiu osiągnąć. Pragnie być znaną okulistką, prowadzić przełomowe badania, zyskać międzynarodową sławę w okulistyce. Nawet nie musi prosić o protekcję teścia, nazwisko Gierek otwiera wszystkie drzwi... Zaczyna się ciąg nieprzerwanych zawodowych sukcesów: Ariadna robi doktorat, zaczyna kierować słynną kliniką okulistyczną na ulicy Francuskiej w Katowicach. To złote czasy; klinika pod rządzami Gierkowej rozkwita, na Francuską zjeżdżają okuliści z Polski i innych krajów demoludu, by uczyć się zawodu i prowadzić badania. Pacjenci tłumnie ściągają na operacje oczu. Mikrochirurgia z Francuskiej cieszy się wielką, zasłużoną sławą. Gwiazdą jest oczywiście Ariadna Gierek, tu u niej chcą być operowani pacjenci. Ale inni lekarze też nie mogą narzekać; jeżdżą na zjazdy medyczne po całym świecie, robią karierę. "Dbałam o ludzi, awansowałam, zmuszałam do rozwoju" - mówi po latach Ariadna. Nie wszyscy jej podwładni tak to pamiętają. Nie chcą rozmawiać, albo z goryczą mówią o despotycznej szefowej, która blokowała ich zawodowy rozwój.

Tymczasem ambicje Gierkowej rosną. Chce w centrum Katowic zbudować nową, potężną klinikę okulistyczną. Jej marzenie spełnia się dopiero po kilkunastu latach, ale biorąc pod uwagę trudny moment polityczny (upadek Edwarda Gierka, stan wojenny), jest to i tak wielki sukces. Ariadna staje na czele nowej kliniki - nazywana carycą polskiej okulistyki - jest jej twarzą i marką. Kolejny cel osiągnięty.

Dobra passa trwa. Kariera naukowa, pieniądze, podróże, wpływowe znajomości... I alkohol, którego nie sposób nie pić - na zjazdach, konferencjach, w pracy. "To się zaczęło mniej więcej w 1983 roku. (...)W klinice alkoholu nie brakowało, niemal każdy pacjent zostawiał butelkę w dowód wdzięczności. Jakiś koniaczek, winko, a jak byliśmy w Moskwie, to i całą flaszkę. Taki był standard, w PRL-u wszyscy pili, bez wódki niczego nie dało się załatwić. Niestety, szefowa zaczęła pić coraz więcej. A dwa lata później pić już musiała." - wspomina prof. Szaflik, zastępca Gierkowej.

W międzyczasie Ariadna rozwodzi się z Adamem Gierkiem i wychodzi za maż za dawnego kolegę ze szkoły - Tadeusza Łapińskiego. Twierdzi, że kocha i jest kochana, że w końcu jest szczęśliwa w małżeństwie. Jej kariera kwitnie, życie osobiste układa się idealnie. Ariadna pije coraz więcej, w klinice współpracownicy wyczuwają od niej alkohol, chwieje się na nogach. I tak codziennie. Skandal jest nieunikniony, choć kilkakrotnie udaje się go zatuszować. Ale w końcu dochodzi do spektakularnego upadku "carycy". Przebadana alkomatem, wyprowadzona w asyście policjantów z kliniki, traci wszystko, na co przez wiele lat pracowała; autorytet, szacunek, poważanie. "Legł w gruzach mit Gierkowej", "Alkohol niszczy karierę synowej Gierka" - donoszą gazety.

Ariadna Gierek-Łapińska czyta fragment "Czerwonej księżniczki"




Ariadna nie przestaje pić, traci stanowisko szefowej kliniki, wreszcie trafia do szpitala psychiatrycznego. Przywiązana pasami do łóżka, ląduje na szpitalnym korytarzu, gdzie mogą ją oglądać koledzy-lekarze, pacjenci i ich rodziny. Większego upokorzenia  nie można sobie wyobrazić...

Tak w skrócie wygląda w tej książce historia jednej z najbardziej wpływowych polskich kobiet, której kariera rozpoczęła się w PRL-u, a rozkwitła już w nowej Polsce. Wielka kariery nietuzinkowej kobiety, której nie da się zamknąć w żadne ramy i ocenić w sposób oczywisty. Autorzy książki zrobili zresztą wszystko, by nie pójść w schemat, banał, uproszczenie. Wykonali kawał reporterskiej roboty, rozmawiając z dziesiątkami osób, które znają Ariadnę, pracowały z nią, były lub są z nią blisko. Niektórzy nie szczędzą jej gorzkich słów, inni próbują usprawiedliwiać, tłumaczyć. Są też tacy, jak choćby były mąż Adam Gierek, którzy konsekwentnie na jej temat milczą. I to także jest wymowne...

To nie jest typowa biografia, ale - udana moim zdaniem - próba rzetelnego i obiektywnego pokazania niejednoznacznej historii. Niezwykle ciekawej, ale też pod wieloma względami trudnej. Mamy w niej Ariadnę Gierek - znakomitą okulistkę, przedsiębiorczą, ambitną panią profesor, uwielbianą przez podwładnych i pacjentów. Mamy też kobietę, która łaknie miłości, akceptacji, bliskości - i to za wszelką cenę - nawet osobistej godności. Ale też próżną, zazdrosną o inne kobiety, wydającą majątek na futra i kosmetyki. Apodyktyczną matkę i siostrę, bezkompromisową, pamiętliwą szefową. A wreszcie żałosną, budzącą litość alkoholiczkę, która nie chce i nie potrafi przyznać się do swojej choroby rujnującej jej życie. 

Świetna historia, bardzo dobrze opowiedziana wieloma różnymi głosami. Polecam, bo to także znakomity kawałek historii PRL-u i jego upadku.

Dariusz Kortko, Judyta Watoła "Czerwona księżniczka", Wydawnictwo Agora SA, 2012 r. 

wtorek, 5 czerwca 2012

Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt "Uczeń"

Po "Ciemnych sekretach" autorstwa duetu Hjorth-Rosenfeldt z niecierpliwością czekałam na drugą część ich kryminalnej serii. Przyznam, że poprzeczka została postawiona bardzo wysoko, biorąc pod uwagę znakomity debiut Szwedów. Doczekałam się po roku i... "Uczeń" co prawda nie przerósł mistrza, ale godnie mu dorównał. Widać w tej książkę sprawną rękę scenarzystów i bystre oko psychologów.

Jeśli ktoś czytał "Ciemne sekrety" w "Uczniu" spotka starych, dobrych znajomych. Najważniejszy z nich to Sebastian Bergman, psycholog i specjalista od seryjnych zabójstw. Najwyższej klasy fachowiec, mistrz w swojej profesji. Prywatnie: zblazowany, cyniczny, nie liczący się z nikim i niczym, samotny, potrącony przez życie facet. Swoje frustracje odreagowuje w przypadkowych przygodach z kobietami, a jego parszywy charakter daje się we znaki zarówno jego kochankom, jak i współpracownikom. Dodajmy; porzucone kobiety bezgranicznie go nienawidzą, a policjanci są załamani, gdy muszą z nim pracować.

I tu nic się nie zmieniło od momentu, gdy poznaliśmy Bergmana w "Ciemnych sekretach". A właściwie zmieniło się na gorsze, gdyż jego podły charakter jeszcze się wyostrzył, a cynizm się pogłębił - a wszystko za sprawą mocnych zawirowań w życiu osobistym (więcej zdradzić w tym temacie nie mogę, bo tym, którzy nie czytali "Ciemnych sekretów" zepsułabym całą zabawę). W takich oto okolicznościach Bergman dowiaduje się, że znany mu doskonale zespół policjantów prowadzi śledztwo w sprawie serii brutalnych morderstw kobiet w Sztokholmie. Sprawa jest o tyle dla niego intrygująca, że zabójstwa są identyczne jak te, których kilkanaście lat wcześniej dokonywał seryjny morderca Edward Hinde, który został schwytany właśnie dzięki niemu.

Podobieństwa są tak ewidentne, że nie może być wątpliwości, iż te sprawy są ze sobą powiązane. Tyle że Hinde wciąż odsiaduje wyrok w więzieniu, więc to nie on jest sprawcą. W grę może więc wchodzić znakomity naśladowca, ale i tu sprawa się komplikuje, gdyż powiela on schemat zabójstw w takich szczegółach, które były znane jedynie bardzo wąskiej grupie śledczych, Bergmanowi i pierwotnemu zabójcy.

Bergman, mając tę świadomość, wymusza na policjantach, by wciągnęli go do śledztwa. Jest przekonany, że ta sprawa wiąże się z nim osobiście. Że to rodzaj zemsty, wyzwania, rzuconej mu rękawicy. I nie zamierza odpuścić zabójcy-zabójcom. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że musi ją prowadzić ręka w rękę z bardzo bliską mu osobą, która nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest dla Bergmana. W tej książce wszystko jest zresztą mocno skomplikowane...

Znakomite portrety psychologiczne bohaterów to jeden z najmocniejszych punktów tej powieści. Autorzy są dobrymi obserwatorami ludzkich zachowań, świetnie budują ciekawe i wiarygodne postacie, a ich zachowania i motywacje - najbardziej irracjonalne - są absolutnie przekonujące. Jeśli dodamy do tego mocny wątek kryminalny - a ten jest mocny - mamy naprawdę dobrą, zwartą całość.

Po "Uczniu" spodziewałam się wiele, gdyż "Ciemne sekrety" zaostrzyły mój apetyt. Nie zawiodłam się, choć w tym przypadku uczeń nie przerósł mistrza. Ale godnie go naśladował. Przeczytajcie obie te książki. Warto.

Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt "Uczeń", Wydawnictwo Czarna Owca, 2012 r.

Komu polecam
Fanom "czarnych charakterów". 
Miłośnikom skandynawskich kryminałów z najwyższej półki
Moja ocena 4,8

Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt "Ciemne sekrety"

Od pierwszej strony „Ciemnych sekretów” wchodzimy w coraz bardziej pokręcony labirynt ludzkich słabości, nałogów, kompleksów i tajemnic. Zaglądamy w najciemniejsze zaułki ludzkiej natury. Od tej książki radzę Wam zacząć lekturę serii o policyjnym psychologu Sebastianie Bergmanie – zadufanym w sobie kobieciarzu, który ma znakomity instynkt, jeśli chodzi o  najbardziej pokręconych zabójców. Jego dalsze losy poznamy w drugiej części "Uczeń", która właśnie się ukazała.   

W „Ciemnych sekretach” akcja toczy się wokół szesnastoletniego Rogera Erikssona, ucznia elitarnej szkoły, który zostaje zamordowany, a jego ciało porzucone w lesie.

Kim jest Roger? Kim jest jego matka? Dziewczyna? Ojciec? Nauczycielka? Przyjaciel? W tej książce każdy coś przed kimś ukrywa i nikt nie jest tym, kim wydaje się, że jest. W tym przypadku znakomicie sprawdza się zasada: Im dalej, tym ciemniej. Gdy wydaje się, że jesteśmy blisko rozwiązania choć jednej zagadki, pojawiają się następne i zamiast odpowiedzi, mamy kolejne pytania.

Ale największym atutem „Ciemnych sekretów”, obok wciągającej intrygi, są znakomicie nakreślone postaci bohaterów. Nawet, jeśli nie budzą naszej sympatii, jak w przypadku policyjnego psychologa Sebastiana Bergmana, to na tyle skutecznie irytują, by poświęcić im swoją uwagę.

W tej książce nikt zresztą nie jest doskonały. Nikt nie jest jednoznaczny. I każdy ma coś do ukrycia. Lawina, którą uruchamia policyjne śledztwo zostawia po sobie same zgliszcza. Wszystkie brudy wychodzą na jaw. Ofiar, poza Rogerem, jest znacznie więcej...

Więcej nie zdaradzę. Powiem tylko, że to najlepszy skandynawski kryminał, jaki czytałam.

Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt "Ciemne sekrety", Wydawnictwo Czarna Owca, 2011 r. 

Komu polecam
Miłośnikom skandynawskich kryminałów z najwyższej półki
Moja ocena 5 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Takashi Nagai "Listy do dzieci"

To jedna z tych książek, które zostaną we mnie na zawsze. Mądra, głęboka i niezwykle piękna w swojej prostocie. Duch autora - szczerego, uczciwego i wyjątkowego pod każdym względem człowieka - czuć w każdym zdaniu, w każdym jej słowie. Brzmią one jak przypowieść o życiu; uważnym, godnym, wartościowym. Życiu naznaczonym cierpieniem wynikającym ze śmiertelnej choroby, pełnym poświęcenia dla pacjentów, a nade wszystko troski o los dzieci. Ale autor nie epatuje swoim nieszczęściem, nie budzi litości. Raczej podziw i szacunek - za wielki spokój, mądrość i pokorę w obliczu zbliżającej się śmierci. I to chyba największa wartość tej książki. 

Takashi Nagai był lekarzem radiologiem w Nagasaki. Gdy zdiagnozowano u niego chorobę popromienną, która była skutkiem ubocznym promieniowania jonizującego, za pomocą którego leczył ludzi, nie zaprzestał on swojej lekarskiej praktyki. Uznał, że skoro zostały mu najwyżej 2-3 lata życia, może je poświęcić swoim pacjentom. O tej decyzji poinformował żonę; chciał, by była przygotowana na jego odejście.

 Życie jednak napisało inny scenariusz. To jego żona odeszła pierwsza. Była jedną z wielu ofiar ataku atomowego na Nagasaki. Takashi został sam z dwójką małych dzieci. Był już wtedy ciężko chory, a promieniowanie po wybuchu bomby dodatkowo nasiliło objawy choroby popromiennej. Takashi musiał zrezygnować z pracy, został bez środków do życia. Dzięki pomocy dobrych ludzi zamieszkał z dziećmi w prymitywnej chatce zbudowanej na zgliszczach zrujnowanego domu. Jego stan był tak ciężki, że nie wstawał z łóżka, by nie narażać powiększonej do granic możliwości śledziony, która w każdej chwili mogła pęknąć.

W tak ciężkim stanie, mając świadomość zbliżającej się śmierci, zaczął pisać "Listy do dzieci", którą są zarazem zapisem ostatnich dni, jak i wskazówką dla jego dzieci, jakimi wartościami kierować się w życiu, co jest tak naprawdę najważniejsze. Nie ma w tych listach patosu, jest natomiast ogromna ojcowska miłość i troska. Największym zmartwieniem Takashi jest to, jaki los czeka jego dzieci w sierocińcu, jak poradzą sobie w tych ekstremalnych, uwłaczających ludzkiej godności warunkach - bo tak, niestety, wygląda życie ówczesnych sierot.

Jedyne, co może przekazać swoim pociechom to, by kierowały się w życiu uczciwością i szacunkiem wobec innych, uczyły się i pracowały z pasją, miały w sobie niezachwianą wiarę. Proste, ważne przesłania, które nie straciły nic ze swojej mocy.

Sen z powiek spędzają mu także codzienne sprawy, takie jak ubranie dla dzieci, ich bezpieczeństwo, nauka. Czuje się bezradny, gdyż w żaden sposób nie może im pomóc, uchronić przed niebezpieczeństwami, nie może nawet zaspokoić ich podstawowych socjalnych potrzeb. Ma świadomość, że jest dla swoich dzieci ciężarem, choć równocześnie na każdym kroku otrzymuje od nich dowody wielkiej miłości i poświęcenia. Wie, że nawet ciężko chory, unieruchomiony na łóżku, jest im potrzebny, musi dla nich żyć. Jeszcze choćby dzień, tydzień, miesiąc...

Dawno nie czytałam tak pięknej i poruszającej opowieści o miłości, poświęceniu, wielkiej sile wiary i nadziei. Szczerej, bezpretensjonalnej, prosto z serca.

Takashi Nagai "Listy do dzieci", PROMIC, 2010 r.

Komu polecam
Czytelnikom ceniącym mądrą, wartościową prozę
Moja ocena 4,8

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...