piątek, 7 grudnia 2012

Hakan Nesser "Punkt Borkmanna"

Co to jest punkt Borkmanna? To taki moment w trakcie śledztwa, kiedy nie potrzeba już żadnego elementu, by rozwiązać kryminalną zagadkę. Wystarczy tylko pomyśleć i poskładać wszystko do kupy. I o to właśnie chodzi w dobrej powieści kryminalnej, czego Hakan Nesser umiejętnie dowodzi w "Punkcie Borkmanna". Moim zdaniem - najlepszej jego książce.

Komisarz Van Veeteren, który zirytował mnie w poprzedniej powieści Nessera "Nieszczelna sieć", w tej zdecydowanie zyskał w moich oczach. Inteligentny, wyważony, konsekwentny stworzył dobre tło dla innych postaci, które razem z nim zbudowały tę mocną opowieść.

Tym razem Van Veeteren, w środku swojego urlopu, zostaje oddelegowany do rozwikłania serii brutalnych zabójstw. Sprawca, zwany na potrzeby śledztwa "Rzeźnikiem", atakuje mężczyzn siekierą i śmiertelnie ich okalecza. Ofiar na pozór nic nie łączy. Pierwszy mężczyzna pochodził z dość szemranego środowiska, natomiast drugi był bogatym i cenionym przedsiębiorcą. Nie znali się, nie mieli wspólnych znajomych ani wrogów. Wydaje się, że padli przypadkowymi ofiarami szaleńca, który kieruje się tylko sobie znaną logiką. W mieście wybucha panika, media żądne są informacji o postępach śledztwa, które... stoi w miejscu. Gdy dochodzi do trzeciego zabójstwa - tym razem ofiarą pada młody lekarz - policja zaczyna działać pod coraz większą presją opinii publicznej. Tyle że wszelkie tropy zawodzą...

Komisarzowi pomaga w śledztwie lokalna policjantka Beate Moerk. Dziewczyna jest młoda, pracowita, bystra i ambitna. I bardzo angażuje się w rozwiązanie sprawy "Rzeźnika". Kiedy wydaje się, że wpadła na dobry trop, który poprowadzi ją do zabójcy, nie wraca z wieczornego joggingu. Wszystko wskazuje na to, że została porwana. Być może właśnie przez zabójcę...

To jest właśnie ten moment, który Van Veeteren nazywa "punktem Borkmanna". Wszystkie informacje zostały już zgromadzone, sprawca jest na wyciągnięcie ręki - wystarczy tylko umiejętnie poskładać elementy układanki, by otrzymać odpowiedź na pytanie: kto zabił? I to najmocniejszy punkt tej historii, ponieważ Nesser prowokuje i zachęca czytelnika do tego, by sam spróbował on rozwiązać zagadkę dysponując całą wiedzą ujawnioną w książce. Przyznam, że to duża pokusa, tym bardziej, że fabuła poprowadzona jest w sposób logiczny i konsekwentny, co ułatwia myślenie oraz kojarzenie. Van Veeteren trochę nam w tym jeszcze pomaga, ale nie na tyle nachalnie, by odebrać czytelnikowi przyjemność z rozwikłania tej tyleż kryminalnej, co psychologicznej łamigłówki.   


Hakan Nesser "Punkt Borkmanna", Wydawnictwo Czarna Owca, 2012 r.

niedziela, 2 grudnia 2012

"Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy" James Robert Parish

Rozsmakowałam się w biografiach współczesnych gwiazd popkultury - szczególnie tych spektakularnych i... dramatycznie zakończonych. Tym razem sięgnęłam po historię życia Whitney Houston, która jest trochę historią Kopciuszka - ale Kopciuszka niebywale utalentowanego, a przy tym znakomicie wpisującego się w hollywodzki schemat wielkiej gwiazdy.

Ta historia zatacza koło. Rozpoczyna się w tragicznym momencie; 11 lutego 2012 roku w hotelowej łazience odnaleziono ciało nieżywej Whitney Houston. Gwiazda miała 48 lat, właśnie szykowała swój wielki come back na scenę. Głośno było o tym, że próbuje na nowo ułożyć sobie życie; bez alkoholu, narkotyków i z daleka od toksycznych związków. Ale równocześnie widać było w materialach filmowych, że bywa nienaturalnie ożywiona, a jej legendarny głos pozostawia wiele do życzenia. Tragiczna śmierć piosenkarki była szokiem tak dla jej fanów na całym świecie, jak i rodziny. Pojawiły się pytania: Czy ta historia musiała tak się zakończyć? Kto jest za to odpowiedzialny? Czy ten dramatyczny koniec był w jakiś sposób wpisany w tyleż bajkową, co skomplikowaną karierę Whitney Houston?

Na te pytania próbuje odpowiedzieć James Parish, autor wielu książek o show-biznesie w Hollywood. Jak na dobrego badacza przystało, autor rozpoczyna od dzieciństwa piosenkarki, które od najmłodszych lat związane było z muzyką. To matka Whitney, Cissy Houston - utalentowana, pracowita, ale do końca nie spełniona na scenie piosenkarka - zaszczepiła w córce miłość do muzyki. To pod jej okiem dwunastoletnia Whitney zaśpiewała po raz pierwszy przed szeroką publicznością w kościele, a potem partnerowała matce podczas jej występów w klubach. To Cissy nauczyła dziewczynkę, jak pracować głosem i jak prezentować się na scenie. To w końcu ona była siłą napędową jej kariery w początkowym okresie - jej najsurowszym krytykiem, ale też najwierniejszą fanką. Czy mając taką matkę, a także kuzynkę w osobie Arethy Franklin można było pójść inną drogą, niż muzyczna? Oczywiście nie.

Parish pokazuje, w jak konsekwentny i przemyślany sposob została poprowadzona kariera Whitney. Duża w tym zasługa samej piosenkarki, która podbiła serca publiczności nie tylko wspaniałym głosem, ale też wiernością tradycyjnym wartościom, które podkreślała na każdym kroku i przywiązaniu do religii. Skromna, piękna, utalentowana i uduchowiona - świat oszalał na punkcie ciemnoskórej dziewczyny, która była spełnieniem marzeń każdej nastolatki o wielkiej karierze w Hollywood.

Im oczywiście dalej, tym więcej rys pojawiało się na tym wizerunku. Począwszy od jej relacji z Robyn Crawford, z którą Houston przyjaźniła się od 16. roku i mieszkała wiele lat, aż po związek z Bobbym Brownem, który - jak twierdzi wiele bliższych i dalszych osób z otoczenia piosenkarki - był początkiem jej końca.

Zawirowania w życiu osobistym gwiazdy Parish umiejętnie splata z poszczególnymi etapami jej spektakularnej kariery. Poznajemy więc kulisy powstawania filmu "Bodyguard", który wyniósł ją na szczyt i w jakiś sposób opowiada o niej samej. Autor przypomina także kreacje Whitney w innych produkcjach, jak choćby "Żonie pastora", czy "Czekając na miłość". Wraca do największych tras koncertowych piosenkarki, pokazuje, jak wygladały kontakty divy z mediami i publicznością. Bywa, że nie oszczędza Houston, zarzucając jej gwiazdorstwo, wyniosłość, oderwanie od rzeczywistości, lekceważenie swojej kariery. I coraz większe pogrążanie się w toksycznej relacji z Bobbym Brownem oraz ucieczkę w używki.

Wielka kariera zdawała się chwiać w posadach i zmierzać do spektakularnego końca. Autor nie pozostawia nam złudzeń: ze skromnej, spontanicznej, utalentowanej dziewczyny, która marzyła tylko o tym, żeby śpiewać niewiele zostało... I na nic zdały się desperackie próby ratowania wizerunku i powrotu na szczyt. Wydaje się, że to co było wpisane w karierę Whitney Houston - sława, pieniądze, władza - okazało się też jej największym przekleństwem. Choć gdzieś w środku została niepewną siebie, wyobcowaną dziewczyną, która nie bardzo radzi sobie z życiem... Szkoda - zdaje sie mówic Parish - że ta historia tak się skończyła. Mogła mieć jeszcze wiele zaskakujących odsłon.

"Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy" James Robert Parish, Wydawnictwo G+J Książki, 2012 r.

wtorek, 27 listopada 2012

Lesley-Ann Jones „Freddie Mercury. Biografia legendy”

To książka nie tylko o wybitnym muzyku, ale przede wszystkim o człowieku pełnym pasji, skrajności i słabości. Żyjącym pełnią życia i na jego granicy. Niepospolitym i przekraczającym granice; tak w życiu, jak i w muzyce. Uwielbianym przez ludzi, ale też zagubionym i samotnym.

 Lesley Ann-Jones, dziennikarka muzyczna i fanka zespołu Quuen rysuje w swojej książce wielowymiarowy portret Freddiego Mercury’ego. Opowiadają o nim najbliższe mu osoby, jak choćby wieloletnia towarzyszka życia Barbara Valentin, czy jego partner Jim Hutton, który był przy nim do ostatnich dni muzyka.

To bardzo osobiste, emocjonalne wspomnienia, które pokazują jakim człowiekiem był Freddie i jakie relacje wiązały go z innymi. Opowieści jego współpracowników, producentów, bliższych i dalszych znajomych uzupełniają ten portret nadając mu złożony i skomplikowany charakter.

Autorka nie idzie na skróty i sięga do rodzinnych korzeni muzyka wywodzących się z Indii, dzieciństwa spędzonego w Zanzibarze, szkolnych lat i pierwszych wprawek muzycznych. Pokazuje młodego, zakompleksionego, niepewnego siebie chłopaka, którego największym atutem jest jego talent i artystyczna fantazja. Razem z nią śledzimy, jak z rozwojem jego kariery, spektakularnymi sukcesami i rosnącym gronem wielbicieli dochodziła do głosu jego nieposkromiona natura i wielki apetyt na życie. Wtedy też artysta zaczął coraz wyraźniej akcentować swój homoseksualizm, który jednak do końca życia ukrywał przed swoimi rodzicami.

Dziennikarka pokazuje drogę muzyka na szczyt, ale historia zespołu idzie tu w parze z całą towarzyszącą temu otoczką. Mamy więc szalone imprezy, seksualne orgie, alkoholowe i narkotyczne ekscesy. Wielkie pieniądze wydawane z jeszcze większą fantazją. Tabun wielbicieli, kochanków, fanów. A w tym wszystkim nieobliczalnego, rozkapryszonego, nienasyconego Freddiego, który żył tak, jakby następnego dnia miał umrzeć...  

Bez zbędnej demagogii autorka pokazuje, w jaki sposób wielka kariera i szalone życie Quuen zbiegło się w czasie z rodzącą się właśnie w Stanach epidemią AIDS. Mercury żył tak, jakby jego to nie dotyczyło, a gdy już wiedział, że zachorował, starał się żyć tak, by choroba nie zdeterminowała jego życia – choć nie było to już możliwe. To dramatyczne i przedwczesne zakończenie wielkiej kariery pokazuje też inną twarz muzyka; wrażliwego, refleksyjnego, samotnego w obliczu spraw ostatecznych.

Wyciszenie i rodzaj pogodzenia z samym sobą słychać zresztą w muzyce z ostatniego okresu życia Freddiego. Znalazło ono też ono odbicie w osobistych relacjach z ludźmi; głębszych, spokojniejszych, silniejszych. Z Mercurym zostali do końca ci, którzy kochali go naprawdę i bezwarunkowo. Dla nich nie miał maski klowna, prowokatora, ekscentryka.

Mógł być po prostu zakompleksionym z powodu wystających zębów chłopakiem, który wciąż wstydził się przed rodzicami, że nie jest „normalny”...

Lesley-Ann Jones „Freddie Mercury. Biografia legendy”, Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Publicat), 2012 r.

piątek, 23 listopada 2012

Jeffrey Archer "Za grzechy ojca"

Na drugą część opowieści o życiu Harry'ego Cliftona wydawca kazał nam czekać rok. Ale warto było czekać, żeby zobaczyć, jak Jeffrey Archer poprowadzi losy swojego bohatera, którego poznaliśmy już w książce "Czas pokaże". A że autor jest mistrzem opowiadania zawikłanych historii tak, by trzymały w napięciu i niepewności do ostanich stron, to i tym razem zrobił wszystko, by zaskoczyć i zachwycić czytelnika.

Opowieść rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, z którym rozstaliśmy się z bohaterem w poprzedniej części "Czas pokaże". Harry Clifton, młody, niezwykle zdolny i ambitny mężczyzna, który wyrywa się ze slumsów Bristoli i ma przed sobą błyskotliwą karierę, a za sobą nieszczęśliwą miłość, w przededniu wojny trafia na statek. Cudem uchodzi z niego z życiem, ale wykorzystuje tę okazję, by zmienić tożsamość i pod nazwiskiem Toma Bradshawa, który utonął, dostać się do Nowego Jorku. Chce zacząć nowe życie pod nowym nazwiskiem, tak by jego najbliżsi sądzili, że nie żyje... Tyle że w Nowym jorku, jako Tom Bradshaw, natychmiast zostaje aresztowany pod zarzutem zabójstwa.

Po raz kolejny w swoim życiu Clifton musi odnaleźć się w nowym środowisku i wywalczyć w nim dla siebie miejsce. Tym razem jest to więzienie. Jego inteligencja, upór i spryt rewelacyjnie mu w tym pomogą i otworzą drogę do nowego etapu w życiu. Już na wolności. Tymczasem przeszłość nie da o sobie zapomnieć. Kobieta, od której uciekł, nie chcąc niszczyć jej życia, nie wierzy w jego śmierć i postanawia go odnaleźć, co oczywiście gmatwa ich losy tak bardzo, jak to tylko jest możliwe.

Archer opowiada tę historię z punktu widzenia kilku bohaterów; tych bardziej i mniej pozytywnych. Świetnie buduje to klimat opowieści i odpowiednio podnosi jej temperaturę. I znów, jak to u Jeffreya Archera, nic nie jest oczywiste, jednoznaczne, czarno-białe. Ale - i to także znak firmowy autora - jest błyskotliwa fabuła, intrygujące postaci, akcja trzymająca za gardło do ostatnich stron. I wielki apetyt na kontynuację opowieści, która, jak zwykle, zawiesza czytelnika w pełnym oczekiwania napięciu.

Jeffrey Archer "Za grzechy ojca", Dom Wydawniczy Rebis, 2012 r.

Jeffrey Archer "Czas pokaże"

Jeffrey Archer uwielbia pisać o ludziach, którzy łamią schematy, przekraczają granice, umykają przeznaczeniu. Mierzą się z losem i wygrywają. Jest w tym zawsze element baśniowy, nadzieja, morał. "Czas pokaże" mający swoją kontynuację w drugiej części "Za grzechy ojca" idealnie wpisuje się w tę konwencję.

W pierwszej części sagi rodziny Cliftonów "Czas pokaże” poznajemy historię życia Harry'ego Cliftona, który wbrew wszystkiemu i wszystkim postanawia wydostać się ze slumsów Bristolu i zrobić w życiu karierę. Sprzyja mu talent, determinacja, pracowitość, dobrzy ludzie i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Co oczywiście nie znaczy, że wszystko przychodzi mu łatwo. Wręcz przeciwnie - im bardziej Harry stara się wybić, tym większe napotyka trudności. I to ze strony ludzi, którzy znają słabości i tejemnice jego rodziny.

Archer potrafi opowiadać, więc dostajemy kawałek mięsistej opowieści o tzw. prawdziwym życiu, które nie pieści naszego bohatera. Im bardziej wydaje nam się, że los zaczyna się do niego uśmiechać, tym większe jest nasze zaskoczenie, gdy rzuca mu kolejne kłody pod nogi.

Autor po mistrzowsku kreśli fabułę, nie pozwalając sobie na banał, oczywistość, czarno-białą perspektywę. Zaskoczenie jest więc permanentnym elementem opowieści, której zakończenia czytelnik w żaden sposób nie jest w stanie przewidzieć.

Tak jest i tym razem, choć "Czas pokaże” kończy się w najmniej spodziewanym momencie zawieszając Czytelnika w pełnym oczekiwania napięciu. W przededniu II wojny światowej Harry trafia na pokład statku, z którego cudem ujdzie z życiem. Ale to, co najbardziej dramatyczne dopiero przed nim. Ale o tym przeczytacie w drugiej części "Za grzechy ojca", która właśnie trafiła do księgarń.

Jeffrey Archer "Czas pokaże", Dom Wydawniczy Rebis, 2012 r.

czwartek, 22 listopada 2012

Zapowiedzi na listopad cz. II: "Rolling Stones. Kultowa biografia gigantów rocka", "Millennium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"

Na drugą część listopadowych zapowiedzi (książki ukażą się w ostatnich dniach miesiąca) wybrałam te, które zadowolą młodszych i starszych czytelników. Będą i wspomnieniem, i zaskoczeniem. Również, mam nadzieję, przeżyciem estetycznym. Zestawienie może wydawać się szokujące, ale coś w nim jest!... Biografia Rolling Stones, najsłynniejszego zespołu XX wieku i komiks oparty na bijącej dziś rekordy popularności powieści "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to znaki kulturowe dzisiejszych czasów. Nie sposób ich pominąć. Ale to, co je tak naprawdę łączy, to mężczyźni i kobiety. I w tym rzecz.  



Philip Norman
"Rolling Stones. Kultowa biografia gigantów rocka"
Pascal
W 2012 roku Rolling Stonesi świętują 50. rocznicę założenia formacji. Ich historia, powstanie grupy, setki skandali i nieśmiertelne hity - to legenda XX wieku i sedno kultury popularnej.
Philip Norman nadaje całkiem nowy wymiar tej historii. Jego kultowa biografia Rolling Stonesów, oparta na zaufaniu i współpracy uczestników opisywanych wydarzeń, stanowi najbardziej aktualny, wszechstronny i pełny obraz zespołu.
Autor nie oszczędza czytelnikowi żadnych szczegółów. Odsłania detale rozstania Jerry Hall z Jaggerem, emigrację podatkową Stonesów, nagrywanie Exile on Main Street, słynne wystąpienia na scenie, romanse oraz spory Micka w kwestiach kontraktu z menedżerami i organizatorami imprez.
To historia najlepszego zespołu rockowego wszech czasów, opowieść o sławie i pieniądzach, narkotykach i alkoholu, seksie i hedonizmie.




Denise Mina
"Millenium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I" Komiks
Czarna Owca

Pierwszy z dwóch komiksów oparty na podstawie bestsellerowej powieści Stiega Larssona p.t. "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet'.
Scenariusz komiksu stworzyła szkocka autorka powieści kryminalnych Denise Mina. Za grafikę odpowiadają artyści Argentyńczyk Leonardo Manco oraz Włoch Andrea Mutti.
Komiks opowiada historię śledztwa Mikaela Blomkvista i genialnej hakerki Lisbeth Salander nad zagadkowym zniknięciem przed laty szesnastoletniej Harriet, bratanicy szwedzkiego potentata, Henrika Vangera. Doskonałe rysunki, błyskotliwe dialogi, perfekcyjna fabuła to niezaprzeczalne atuty tej publikacji.


*Notki ze stron wydawców

środa, 21 listopada 2012

Lena Oskarsson "Plac dla dziewczynek"

Zaskoczył mnie ten kryminał i w jakiś sposób zachwycił; swoją innością, prostotą i pomysłowością. W tej historii nie chodzi o to kto zabił, ale o gęsty, niepokojący klimat miejsca obleganego przez miłośników "Dzieci z Bullerbyn". Ten klimat wciąga, intryguje, irytuje. I nie ma nic wspólnego z dziecięcą niewinnością. Rzecz więc w emocjach, jakie ta historia budzi w czytelniku, a to chyba najważniejsze w dobrej książce.

Akcja rozgrywa się w pięknym miejscu w Szwecji, nad jeziorem Skiresjon, gdzie urodziła Astrid Lindgren, autorka kultowej książki  "Dzieci z Bullerbyn". Ale już pierwsza scena rozwiewa złudzenia, co do "swojskości" tego miejsca. Czternastoletnia Frida Andersson  (pewna siebie i świadoma swojej seksualności "Lolita") w niedzielne południe jedzie rowerem przez las. Czuje na sobie natarczywe spojrzenie starszego mężczyzny, który robi jej z daleka serię zdjęć, czego ona zdaje się nie zauważać. Robi się gęsto od niezdrowych emocji. Coś wisi w powietrzu.

Chwilę później w tej samej okolicy zostaje zamordowana Karin Frostenson, piękna, bogata, lubiana przez wszystkich kobieta, która ze swoim malutkim dzieckiem wracała od chorej matki. Morderca wykazał się wyjątkowym okrucieństwem i perwersją. Przy umierającej, okaleczonej Karin zostawił jej dziecko. Wszyscy są w szoku. To była taka spokojna okolica...

Śledztwo, które prowadzi miejscowy policjant Stefan Gustavsson utyka w martwym punkcie. Właściwie nie rusza nawet z miejsca, bo Gustavsson pierwsze co robi, to zapewnia fałszywe alibi swojemu znajomemu Larsowi Olssonowi - starszemu mężczyźnie, który robił w lesie zdjęcia nastoletniej Fridzie i który - jak się okazuje - był pierwszy na miejscu zbrodni Karin. Ale nie odpuszcza mu natomiast Zuza Wolny, pochodząca z Polski opiekunka matki Karin. To ona widziała się z kobietą chwilę przez morderstwem i stawia sobie za punkt honoru odnaleźć jej zabójcę. Motywację ma podwójną - mąż Karin obiecał jej sowitą nagrodę za odnalezienie mordercy. Zuza jest bystra, zdeterminowana, uparta. Zaczyna śledzić fotografa Larsa Olssona i krok po kroku odkrywa jego słabości.

Nie tylko zresztą jego, bo w tej gęstej, ciężkiej atmosferze wychodzą na światło dzienne kolejne tajemnice i dewiacje innych mieszkańców tego miejsca. Mamy więc czternastoletnią, niezdrowo pobudzoną Fridę, jej piękną, tajemniczą i na swój sposób perwersyjną matkę o azjatyckich rysach i parę innych intrygujących, wręcz mrocznych postaci. 
Sama Zuza Wolny też nie jest bohaterką, którą dałoby się jednoznacznie sklasyfikować. Pełna sprzeczności, tłumionych namiętności, ambicji, pragnień, wydaje się chwilami nieobliczalna. Kto więc zabił? Jak się okazuje, w tej książce wszystko jest poplątane jak tylko się da... Ale też logiczne, kontrolowane, inteligentne. I konsekwentne.

Przewrotna, pełna nieoczywistych wątków fabuła i bohaterowie, którzy szokują i wprawiają w zdumienie - to siła tej książki, której finał autentycznie mnie zaskoczył. Okazuje się, że szwedzki kryminał zyskał kolejną, fantastyczną odsłonę w wykonaniu pani psycholog kryjącej się pod pseudonimem Lena Oskarsson.

Lena Oskarsson "Plac dla dziewczynek", Wydawnictwo Czarna Owca, 2012 r.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek "Kiełbasa i sznurek"

Ten, kto twierdzi, że sztuka rozmowy w narodzie wyginęła, jest w błędzie. Michał Ogórek i Jerzy Bralczyk każdym zdaniem w tej książce udowadniają, że można rozmawiać O CZYMŚ i można to robić JAKOŚ - nie tylko w najlepszym stylu, ale też po prostu interesująco. Nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. Warto posłuchać tej rozmowy, bo to fascynująca opowieść o ludziach, obyczajach, polityce, mediach, literaturze, popkulturze i zwyczajnie o życiu - własnym także. A wszystko - jakże by inaczej - w kontekście naszego języka.

To że prof. Bralczyk i Michał Ogórek są prawdziwymi erudytami i mówić potrafią pięknie, gładko i dowcipnie dla nikogo tajemnicą nie jest. Natomiast to, że tak fajnie potrafią rozmawiać ze sobą - i to na prawie 300 stronach książki - to już jest jakieś zaskoczenie. W dodatku to rozmowa, która nie ma tezy, nie jest "ustawiona" pod jakąś ideę. To rozmowa "mimochodem", ot, pogawędka dobrych znajomych, którzy lubią ze sobą porozmawiać i mają sobie coś do powiedzenia.

"Do czego służy ta rozmowa?" - pyta na wstępie Ogórek. A Bralczyk odpowiada: "Czy rozmowa nie może służyć rozmawianiu?". Jest w tych słowach kwintesencja tego spotkania i tak właśnie ta rozmowa się toczy; w sposób niewymuszony, lekki, spontaniczny. Choć pozornie do niczego nie prowadzi, to sama w sobie jest po po prostu wielką przyjemnością dla czytelnika. I jest to rodzaj przyjemności estetycznej, ale też poznawczej. Na każdej płaszczyźnie.

Bralczyk i Ogórek rozmawiają... właściwie o wszystkim. O swoich traumach z dzieciństwa (a wszystko przez ten piekielny język polski!), o "pokiełbaszonej" inteligencji i e-inteligencji, o grafomanii i grafologii, o Jaruzelskim, Maciarewiczu, Piłsudskim i Bierucie. O Ziemkiewiczu i Urbanie. O profesorskiej brodzie i o Jerzym Gruzie. O Lwowie i Krakowie. O Janie Pawle II i Gombrowiczu. 

Ale o kimkolwiek, czy czymkolwiek rozmawiają Bralczyk i Ogórek robią to w sposób życzliwy, przyjazny, ciepły. Jeśli jest w tym dowcip, to nigdy złośliwy - nawet jeśli ostry. Jeśli jest polemika, to błyskotliwa, ale nie kłótliwa. Po prostu najwyższa klasa.
"Rozmawiają jasno, mądrze i z humorem
i przykładów odnajdziecie tu bez liku,
jak przemiany obyczaju,
losy ludzi, losy kraju
przeglądają się w myśleniu i języku."

Tak o tej książce napisał niezrównany, jeśli chodzi o literackie pointy Wojciech Młynarski.

I nic dodać, nic ująć.

20 listopada o godz. 18  w Traffic Club w Warszawie spotkanie z autorami książki

Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek "Kiełbasa i sznurek", rysunki Jacek Gawłowski, Wydawnictwo Agora SA, 2012 r.

niedziela, 18 listopada 2012

Dariusz Michalski "To była bardzo dobra telewizja. Część I: Misja emisji"

Ta książka to rodzaj sentymentalnej podróży w przeszłość. Odnajdziemy w niej ulubionych prezenterów, reporterów, reżyserów, operatorów... Przypomnimy sobie kultowe programy i ich twórców. Zajrzymy za kulisy wielkiej telewizyjnej fabryki i zobaczymy, jak wyglądały jej początki. A także, jak zmieniała się ona wraz z przemianami politycznymi, społecznymi, kulturowymi. Bowiem w Telewizji Polskiej, jak w lustrze, odbija się cała historia powojennnej Polski.

Dariusz Michalski zaznaczył na wstępie, że swoją książkę poświęca nie tyle samej TVP, co ludziom, którzy ją tworzyli. I, rzeczywiście, pozostał tej tezie wierny od początku do końca - z korzyścią dla czytelnika. Daleko więc tej książce do publikacji naukowej, a bliżej do subiektywnego kalejdoskopu, w którym autor przywołuje tych, których uważa, że przywołać warto. I każdemu z nich dedykuje bardzo osobisty, często emocjonalny portret.

Dostajemy więc znakomicie nakreślone sylwetki prezenterów i reżyserów, którzy tworzyli telewizję, nadawali jej ton, charakter, klimat. Których nazwiska na zawsze przejdą do historii TVP i którzy bezdyskusyjnie stali się jej symbolami. Jest wśród tych osób Jan Suzin, Krystyna Loska, Bogumiła Wander, Jerzy Antczak, Adam Hanuszkiewicz, czy Jerzy Gruza. Dogłębny, wielowymiarowy portret tyleż fascynującej, co kontrowersyjnej Ireny Dziedzic to absolutna "wisienka na torcie" tych wspomnień. Godna, jak sądzę, oddzielnej książki.

Ale Dariusz Michalski nie zatrzymuje się wyłącznie na historii i, daleki od politycznej poprawności, wskazuje, kto dziś jest prawdziwą twarzą telewizji. Nie kryje przy tym swoich sympatii i potrafi zdobyć się na rzetelną, choć przy tym bardzo osobistą ocenę. Mało tego - tworzy nawet własne rankingi, np. Złotą Dziesiątkę prezenterów, dzięki którym chce mu się wciąż oglądać telewizję. 

Wybór programów i audycji, którym autor poświęca miejsce w swojej książce, jest także subiektywny. I, moim zdaniem, trafiony. Teatr Telewizji, Pegaz, Tele-Echo, Kobra, Teatr Sensacji, Kabaret Starszych Panów... To klasyka, na której wychowały się co najmniej dwa pokolenia Polaków. Michalski nie zapomina o audycjach dla najmłodszych, czy rozrywkowych i sportowych. Sporo uwagi, i słusznie, poświęca Dziennikowi (a później Wiadomościom), Teleexpresowi, gdyż to na przykładzie programów informacyjnych najwyraźniej widać polityczne wpływy w telewizji. Oczywiście, zaraz po osobach, które telewizją kierowały - a o nich autor także nie zapomina i, kiedy trzeba, pozwala sobie na bezkompromisowe słowa.

Ale choć portret telewizji nie jest słodki i laurkowy, to Dariusz Michalski nie bez powodu nadał swojej książce tytuł "To była bardzo dobra telewizja". A ja dodam: To jest bardzo dobra książka o bardzo dobrej telewizji. Czekam wiec na drugi tom mając pewność, że będzie o czym poczytać...

Dariusz Michalski "To była bardzo dobra telewizja. Część I: Misja emisji", Wydawnictwo MG, 2012 r.

czwartek, 15 listopada 2012

Tomasz Sekielski "Sejf"

Tomasz Sekielski zadebiutował jako pisarz i, trzeba przyznać, jest to dobry debiut. Pokusił się o sensację – gatunek tylko na pozór prosty i efektowny, ale tak naprawdę wymagający od autora dużej dyscypliny językowej i merytorycznej rozwagi. Sekielski wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką, a czytelnik dostał kawał naprawdę dobrej, współczesnej polskiej prozy dotykającej świata mediów, polityki i tajnych służb.

Artur Solski, ambitny reporter telewizyjny, zostaje zdegradowany przez swojego szefa i ląduje na Podlasiu, by zrobić materiał o szeptuchach. Miejscowi policjanci podrzucają mu jednak temat godny najlepszego dziennikarza śledczego. W pobliskim stawie wyłowiono zwłoki mężczyzny ze spaloną twarzą. Solski trafia w sam środek policyjnej akcji, którą po kilkunastu minutach nieoczekiwanie „przejmują” tajne służby. Co więcej, cały materiał nakręcony przez operatora zostaje skradziony. To dopiero początek kłopotów redaktora, który traci pracę w telewizji i dostaje jednoznaczny sygnał, by nie interesować się sprawą topielca. Instynkt śledczy ciągnie go jednak na Podlasie, gdzie na własną rękę podejmuje śledztwo w sprawie tajemniczego topielca, który stał się obiektem zainteresowania służb.

To nie jedyna tajemnica, która przyjdzie mu rozwikłać. Do Solskiego zwraca się Anna Kaliska, której mąż zginął w Iraku. Kobieta przypuszcza, że jej mąż został zamordowany. Wkrótce okazuje się, że wszystkie wątki prowadzą do „Sejfu”, tajnej komórki służb specjalnych. Kluczem do niego jest szyfrant Minkiewicz, który zaginął w tajemniczych okolicznościach…

Kulisy funkcjonowania świata mediów, polityki i przede wszystkim służb specjalnych to jedna z najmocniejszych stron tej powieści. Drugą są ciekawie pomyślani bohaterowie; niejednoznaczni, uwikłani w swoje słabości i tajemnice z przeszłości. Wątki polityczne, kryminalne i osobiste świetnie się ze sobą wiążą dając nam poczucie, że uczestniczymy w misternie skonstruowanej intrydze. A ta prowadzi na najwyższe szczyty polskiej władzy; zdegenerowanej, groźnej, zdolnej do wszystkiego.

 Tomasz Sekielski „Sejf”, Dom Wydawniczy Rebis, 2012 r.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...