piątek, 6 października 2017

Zapowiedź: Józef Maj "Oficer słusznej sprawy. Łukasz Ciepliński - żołnierz wyklęty"

Z przyjemnością zapowiadam książkę "Oficer słusznej sprawy", która przedstawia historię Łukasza Cieplińskiego, żołnierza wyklętego skazanego na karę śmierci. Wyrok śmierci został wykonany 1 marca 1951 r.


Łukasz Ciepliński pochodził z rodziny o tradycjach patriotycznych. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 jako dowódca kompanii przeciwpancernej. Po klęsce wrześniowej zaangażował się w działalność konspiracyjną. W ramach akcji „Burza” jego oddziały 2 sierpnia 1944 brały udział w wyzwalaniu Rzeszowa. W sierpniu wobec nakazu radzieckiego komendanta wojskowego o złożeniu broni przez AK zdecydował o zejściu do konspiracji. 

W styczniu 1945 roku włączył się w działalność „NIE”, potem Ruchu Oporu Armii Krajowej, a finalnie związał się ze Zrzeszeniem „Wolność i Niezawisłość”, w styczniu 1947 utworzył IV Zarząd Główny WiN. 28 listopada 1947 został aresztowany przez funkcjonariuszy UB.

Brutalne i okrutne śledztwo wobec podpułkownika Łukasza Cieplińskiego było prowadzone pod bezpośrednim nadzorem NKWD. 14 października 1950 ppłk Łukasz Ciepliński został skazany na karę śmierci. Wyrok śmierci został wykonany 1 marca 1951. Prawdopodobnie miejsce jego spoczynku znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w kwaterze „Na Łączce”.




"Dla mnie sprawa polska była największą świętością"


Łukasz Ciepliński
***

Kochana Wisiu! Jeszcze żyję, chociaż są to prawdopodobnie już ostatnie dla mnie dni. Siedzę z oficerem gestapo. Oni otrzymują listy, a ja nie. A tak bardzo chciałbym otrzymać chociaż parę słów Twoją ręką napisanych (...). Ten ból składam u stóp Boga i Polski (...).

(z grypsu Łukasza Cieplińskiego do żony, wysłanego z więzienia na Rakowieckiej)


Staję przed zarzutem zdrady narodu polskiego, a przecież już w młodości życie moje Polsce ofiarowałem i dla niej chciałem pracować. Dla mnie sprawa polska była największą świętością.

(z zeznania Łukasza Cieplińskiego przed sądem)


***

Józef Maj "Oficer słusznej sprawy. Łukasz Ciepliński - żołnierz wyklęty", Bellona, 2017

środa, 6 września 2017

Iwona Kienzler "Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność"

Udana biografia musi być dobrze udokumentowana i dobrze napisana. "Księżna Diana" Iwony Kienzler zdecydowanie spełnia oba warunki. Wnikliwa, rzetelna, nie epatuje sensacją i buduje wiarygodny portret "królowej ludzkich serc". Polecam z pełnym przekonaniem.

Dianę poznajemy przez pryzmat historii jej rodziny i skomplikowanych relacji rodzinnych, które niewątpliwie wpłynęły na jej dalsze losy. Rozwód rodziców, trudne relacje z ojcem (któremu przydzielono opiekę nad Dianą i jej rodzeństwem) oraz jego drugą żoną, sporadyczne kontakty z matką, poczucie wyobcowania, a równocześnie rodząca się  w młodej dziewczynie ambicja - to wszystko spowodowało, że Diana już na początku swojej życiowej drogi nie miała lekko. Żyła bardziej marzeniami niż rzeczywistością, trudno się więc dziwić, że znajomość z księciem Karolem traktowała w kategoriach pięknej bajki, której oczywistym finałem miał być ślub i dalsze szczęśliwe życie.

Życie jednak jest bardziej skomplikowane, a związek Karola i Diany - czego dowodzi autorka biografii - był zręcznie zainicjowaną "dobrą partią", która przede wszystkim miała wyjść na dobre monarchii i niewiele miała wspólnego z romantycznymi mrzonkami młodziutkiej dziewczyny o idealnym życiu. Diana dość szybko się o tym przekonała (Karol wkrótce po ślubie powrócił do romansu z Camilą) i rozpoczęła desperacką, trwającą wiele lat walkę o uczucie księcia i o godne miejsce w królewskiej rodzinie. Walkę, której ofiarą była przede wszystkim ona sama.

Kienzler nie wybiela swojej bohaterki - Diana była chwiejna emocjonalnie, próżna, powierzchowna, bezwzględna, mściwa. Nie radziła sobie ze swoimi uczuciami. Objadała się kompulsywnie. Wydawała majątek na modne ubrania. Rzucała się w wir romansów z nieodpowiednimi mężczyznami. Zręcznie manipulowała mediami, by wygrać batalię o sympatię ludzi. Publicznie opowiadała o niewierności Karola i swoich problemach z bulimią. Niewątpliwie nie przysparzała chluby rodzinie królewskiej...

A równocześnie była ciepła, serdeczna, życzliwa w kontaktach ze zwykłymi ludźmi. Doskonale porozumiewała się z dziećmi. Objechała cały świat, by w najbiedniejszych i najbardziej niebezpiecznych jego zakątkach towarzyszyć chorym, cierpiącym, umierającym dzieciom - ofiarom głodu i wojen. To ona - jako pierwsza - uścisnęła publicznie dłoń choremu na trąd. To ona przytulała dziecko umiejące na AIDS. Przekraczała granice, łamała tabu, wyznaczała nowe standardy. Wyprzedzała czasy, w których żyła.  Czyniła dobro, zarażając nim i publicznie przeciwstawiając się złu.

A przy tym była zwykłą młodą kobietą, która chciała kochać, być kochana, bawić się, korzystać z życia pełnymi garściami. I taki portret pełnokrwistej, prawdziwej Diany dostajemy w tej biografii.

Iwona Kienzler "Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność", Bellona, 2017 r.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Daisy Goodwin "Wiktoria"

To, że film i książka pod tym samym tytułem "Wiktoria" są ze sobą spójne właściwe nie powinno dziwić, gdyż autorką powieści jest Daisy Goodwin, która napisała scenariusz do serialu, który wiosną tego roku mogliśmy oglądać w polskiej telewizji. 

Może dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że na książkę składają się całe, barwne sceny filmowe. Ale to dobre wrażenie, niezwykle sugestywne i oddające klimat opowieści.

Mamy więc młodziutką, bo zaledwie 18-letnią Wiktorię (Aleksandrynę), która z dnia na dzień musi sprostać roli królowej Wielkiej Brytanii. Nie ma łatwo, gdyż brakuje jej – co oczywiste –  doświadczenia, ale przede wszystkim mądrych doradców, którym mogłaby zaufać. Co więcej, musi oprzeć się zręcznym manipulacjom despotycznej matki i jej przyjaciela, żądnego władzy Johna Conroya, a równocześnie udowodnić całemu dworskiemu otoczeniu, że potrafi samodzielnie rządzić.

Młoda królowa znajduje wsparcie u premiera Williama Melbourne (Lorda M.), który jest nie tylko doskonałym politykiem, ale niezwykle ujmującym i przystojnym mężczyzną… Lord M. zdobywa zaufanie Wiktorii, podbija jej serce, ale przede wszystkim staje się jej nauczycielem, mentorem, przewodnikiem po świecie prawdziwej polityki. Można powiedzieć, że pod jego skrzydłami królowa zarówno dojrzewa emocjonalnie, jak też dorasta do swojej politycznej roli. Choć wiedzie do tego droga wyboista, bolesna i pełna niespodzianek.

Ale właśnie dzięki temu dostajemy w efekcie portret pełnokrwistej kobiety; niezależnej, pewnej siebie, ambitnej, odważnej. Kobiety, która wie czego chce i wie, jak to osiągnąć. Zarówno w polityce, jak też w życiu uczuciowym.

 Daisy Goodwin "Wiktoria", Marginesy, 2017 r.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Piotr Górski "Kruk"

Dobry, polski kryminał. Precyzyjny, logiczny, skondensowany. Bez zbędnych słów i niepotrzebnych wątków. Z niecierpliwością czekam zatem na kolejny tom z komisarzem Sławkiem Krukiem w roli głównej.

Tytułowy Kruk to nazwisko komisarza, którego specjalnością jest oczywiście ładowanie się w kłopoty. Po jednej ze swoich "wpadek" (w niekonwencjonalny sposób prowadził przesłuchanie) musi udać się na przymusowy urlop. Nie trwa on jednak długo, gdyż młoda pani prokurator Marta Krynicka zleca mu prowadzenie śledztwa w sprawie tyleż brutalnego co tajemniczego morderstwa. Na plaży w gdańskim Jelitkowie znaleziono worek z ludzkimi szczątkami. Wszystko wskazuje na mord rytualny.

Kruk ostro bierze się do pracy, łapie kilka tropów, z właściwą sobie dociekliwością drążąc każdy z nich. Tymczasem pani prokurator uparcie zmierza w zupełnie przeciwnym kierunku, którego konsekwencją jest umorzenie śledztwa. Kiedy wydaje się, że Kruk jest coraz bliżej rozwikłania zagadki, Marta Krynicka każe mu zakończyć śledztwo. To oczywiście jeszcze bardziej nakręca bezkompromisowego komisarza, który nie odpuści, dopóki nie wskaże faktycznego sprawcy zbrodni.

Konfrontacja jest nieunikniona, a kłopoty to - jak wiadomo - specjalność każdego dobrego gliny. Tak jest i w tym przypadku. Są kłopoty, również te z pięknymi kobietami, są dziwne powiązania i towarzysko-polityczne układy, które dodatkowo komplikują sprawę.

Jest ciekawie - i to na pewno mocna strona tej książki. Jest też utrzymane odpowiednie napięcie, które trzyma do końca. Jest w końcu mocny finał. Ale niewątpliwie najmocniejszą stroną "Kruka" jest on sam. Mocny glina z ludzkimi słabościami. Da się lubić i chce się go więcej. Dlatego z niecierpliwością czekam zatem na kolejny tom z komisarzem Sławkiem Krukiem w roli głównej.

Piotr Górski "Kruk", HarperCollins, 2017 r.

środa, 12 lipca 2017

Jakub Żulczyk "Wzgórze psów"

„Wzgórze psów” to wnikliwe studium społeczeństwa i rodziny. Brutalne, bez najmniejszej taryfy ulgowej. Dlatego czyta się tę książkę z grymasem bólu, czasem niedowierzaniem, złością, obrzydzeniem. Ale czyta się do końca. 

Mikołaj  wraca ze swoją żoną Justyną do rodzinnego domu w Zyborku. To postpegeerowskie miasteczko wykreowane przez Jakuba Żulczyka może być wszędzie. W każdym miejscu w Polsce. Nie da z niego uciec, nie da się od niego odciąć. I nie sposób go zmienić. Ta hermetyczna, duszna społeczność  rządzi się swoimi regułami, swoim prawem - które z żadnym prawem nie mają nic wspólnego.

Mikołaj wraca do Zyborka bo musi, zmuszony sytuacją ekonomiczną. Wraca, choć bardzo tego nie chce. Tu – pod jednym dachem z ojcem, jego drugą żoną i dziećmi – ma „przezimować”, odkuć się finansowo i wrócić do swojego normalnego życia w Warszawie. Rzecz w tym, że wejście do domu despotycznego ojca oznacza podporządkowanie się jego dyktaturze, od której bohater całe życie uciekał. Zależność, której nienawidzi. Oznacza też powrót do demonów przeszłości, o których Mikołaj nie chce pamiętać. Od pierwszej chwili widać, że to się nie może udać, że cała sytuacja jest skazana na niepowodzenie – ba, na potężną katastrofę.

A jednak... A jednak razem z Mikołajem i Justyną  wchodzimy coraz głębiej w ten grząski, brudny, prymitywny świat, w którym jedyną regułą jest brak reguł. W tym świecie rządzi przemoc i okrucieństwo, w zetknięciu z którymi człowiek-jednostka jest bezsilny.

Poczucie nieuchronnej porażki w obliczu brutalnej, prymitywnej siły lokalnego układu, a z drugiej strony strachu i zmowy milczenia miejscowej społeczności rodzą w Mikołaju bunt.  Taki sam bunt, które kiedyś kazał mu wyjechać z Zyborka, teraz każe mu przeciwstawić się złu, które eskaluje do rozmiaru brutalnych zbrodni. To, paradoksalnie, pozwala mu zbudować swoiste porozumienie z ojcem, odbudować relacje z Justyną, a wreszcie skonfrontować się z bolesną przeszłością.

 Jakub Żulczyk "Wzgórze psów", Świat Książki, 2017 r.

wtorek, 11 lipca 2017

Paula Hawkins "Zapisane w wodzie"

Ta powieść Pauli Hawkins, podobnie jak poprzednia bestsellerowa "Dziewczyna z pociągu", oparta jest na tajemnicy. Aby zbliżyć czytelnika do jej rozwikłania autorka oddaje głos bohaterom, którzy ze swojego punktu widzenia relacjonują wydarzenia, prowadzą śledztwo, z boku przyglądają się sprawie.

A rzecz dotyczy tajemniczego utonięcia kontrowersyjnej mieszkanki niewielkiego miasteczka Nel Abbott, która  swoją sławę zawdzięczała książce o… tajemniczych utonięciach kobiet. W przypadkową ani samobójczą śmierć kobiety nie wierzy jej siostra Jules, jak również jej nastoletnia córka Lena. Wokół Topieliska – tak mieszkańcy nazywają rzekę, w której utonęła Nel i inne kobiety  - narasta atmosfera niedomówień, pomówień, obsesji, strachu. To nie pomaga ani w oficjalnym śledztwie prowadzonym przez policję, ani w tym prywatnym, które prowadzi Jules, a w którym nie brakuje bardzo osobistych wątków.

Z każdą kolejną odsłoną, także tą sięgającą daleko w przeszłość, miasteczko z Topieliskiem traci swoją maskę spokojnego i sielskiego miejsca. Robi się coraz bardziej mrocznie, niepokojąco, nic nie jest takie, jak się na początku wydawało. I nikt nie może czuć się bezpiecznie. Relacje poszczególnych osób, których początkowo nic nie łączy, zdają się biec w tym samym kierunku i przybliżać nas do rozwikłania zagadki nie jednej, ale co najmniej kilku utonięć w Topielisku.

Finał – jak to już u Hawkins wcześniej się zdarzyło – zaskakuje i zgrabnie zamyka powieść. Czy powieść udaną? Powiedziałabym, że zupełnie przyzwoitą, jak na wysoką poprzeczkę, którą w „Dziewczynie z pociągu” postawiła sobie Hawkins.

 Paula Hawkins „Zapisane w wodzie”, Świat Książki, 2017

środa, 5 lipca 2017

Mons Kallentoft "Łowcy ognia"


Dwa morderstwa, które na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Dziewięcioletni Lucas ginie od uderzenia w głowę, jego ciało zostaje odnalezione w kontenerze na śmieci. Ciało Michelle, młodej imigrantka z Manili, porzucone w lesie, jest zwęglone. Czy kluczem do rozwiązania tych dwóch zagadek jest znalezienie wspólnego motywu dla tych okrutnych zbrodni? 

Tak właśnie przypuszcza Malin Fors, która z właściwym sobie zaangażowaniem, w którym nie brak osobistych demonów, stara się znaleźć klucz do obu historii i schwytać ich sprawcę lub sprawców.

Lucas – jak się okazuje – był synem alkoholiczki, która nie radzi sobie ze sobą, a co dopiero z wychowywaniem dziecka. Co istotne, w roli zastępczego opiekuna zawodzi na całej linii opieka społeczna. Lucas jest więc „dzieckiem ulicy”, chodzi własnymi ścieżkami, ma swój własny świat, w którym próbuje jakoś przeżyć. Niestety – z dramatycznym skutkiem. 

Za Michelle natomiast ciągnie się jej przeszłość – pochodzenie, życiowe decyzje i wybory, które również miały pomóc jej przetrwać w brutalnym świecie. Te dwie ofiary łączy niewątpliwie jedno – obydwoje żyli gdzieś na granicy społecznej akceptacji, desperacko próbując wejść do normalnego, lepszego świata. Ale ten świat im tego nie ułatwia.

Komisarz Malin Fors rozumie to jak nikt inny. Sama jest outsiderką.  Od lat żyje na krawędzi, zmagając się z chorobą alkoholową, lękami i traumami – swoimi i swoich bliskich. Każdy dzień to dla niej nowe wyzwanie i niekończąca się niepewność  – czy dziś mi się uda, czy dam radę przeżyć ten dzień na trzeźwo? Dwie zbrodnie, za którymi stoją dwa osobiste dramaty, to dla niej dodatkowe obciążenie psychiczne, ale też motywacja, by znaleźć i ukarać sprawcę. Jestem to winna ofiarom, zło nie może zwyciężyć – uważa Malin. Jej determinacja jest jedną z mocniejszych stron „Łowców ognia” – ona sama jest żywiołem, który trudno okiełznać.

 Mons Kallentoft "Łowcy ognia", Rebis, 2017 r.

niedziela, 19 lutego 2017

Konrad Szołajski "Wisłocka, czyli jak to ze Sztuką kochania było"

Michalina Wisłocka i jej „Sztuka kochania” powracają brawurowo za sprawą filmu, który właśnie wszedł do kin. Ale książka Konrada Szołajskiego jest również grzechu warta. Dostajemy w niej kawałek smakowitej, sensacyjnej historii, która pokazuje polityczne kulisy związane z dopuszczeniem książki do druku. I która przy okazji obnaża indolencję i hipokryzję ówczesnych decydentów.

Książka Konrada Szołajskiego nie jest biografią w ścisłym rozumieniu, ale wiernie oddaje osobowość, temperament i niepokorny charakter autorki „Sztuki kochania”. Atutem opowieści jest to, że Szołajski znał osobiście Wisłocką i doskonale wykorzystał swoją wiedzę na jej temat.

Dostajemy więc opowieść z ciekawie zarysowanym wątkiem sensacyjnym i politycznym, ale równocześnie pokazującą barwne obrazy z życia Michaliny Wisłockiej. I właściwie trudno powiedzieć, czy to brutalne realia PRL-u są tłem życia osobistego i pracy Wisłockiej, czy też odwrotnie – to historia Wisłockiej staje się tłem opowieści o polityczno-obyczajowych absurdach socjalizmu.

Jakkolwiek jednak ten punkt ciężkości by się nie rozkładał dowiadujemy się z tej książki najważniejszego – w jaki sposób powstała „Sztuka kochania” i jaką drogę przeszła jej autorka, by książka  mogła trafić „pod strzechy”. Nie byłoby więc „Sztuki kochania” gdyby nie niezwykła osobowość Wisłockiej; kobiety pełnej pasji, namiętności, odwagi. Rewolucjonistki.

Nie byłoby „Sztuki kochania” gdyby nie bolesne doświadczenia Wisłockiej związane z życiem seksualnym i  skomplikowane relacje z mężem i jego kochanką w niespotykanym skądinąd trójkącie. Nie byłoby wreszcie „Sztuki kochania” gdyby Wisłocka, z uporem godnym najlepszej sprawy, nie dążyła do zmiany;  tak swojego intymnego życia, jak też życia innych Polek, którym po prostu chciała pomóc – jako ginekolog, seksuolog, kobieta.

Dowcipna, inteligentna, demaskatorska. Bezkompromisowa. Taka jest ta książka – bo i taka była Wisłocka.

Konrad Szołajski „Wisłocka, czyli jak to ze Sztuką kochania było”, Świat Książki, 2016 r.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...