środa, 17 grudnia 2014

Christie Laume "Ostatnia miłość Edith Piaf"


Dzieliło ich wszystko; wiek, status społeczny i materialny, pochodzenie. Połączyła miłość; ostatnia miłość. O tym niezwykłym uczuciu, któremu nikt nie dawał szans, opowiada osoba, która najwierniej mu kibicowała. 

Theo Lamboukas jest młodym, przystojnym Grekiem, który marzy o karierze piosenkarza. Marzy też, żeby poznać słynną Edith Piaf i uczyć się u niej śpiewu. To drugie marzenie nieoczekiwanie się spełnia; spotkanie z gwiazdą szybko przeradza się w silną więź między uczniem, a mistrzem. Piaf uczy Theo, jak operować głosem, by porywać publiczność, a on jest jej bezgranicznie oddany.

Czy to miłość? Mało kto w to wierzy. Theo jest dwadzieścia lat młodszy od Edith i pragnie zrobić karierę. Ona ma pieniądze, sławę, kontakty. A jednak... Czułość, oddanie, zaangażowanie Theo - to wszystko powoli utwierdza otoczenie w przekonaniu, że może nie o interes tu chodzi. Na pewno w tę miłość wierzy siostra Theo, która kibicuje parze od pierwszych dni. To właśnie ona jest autorką książki, w której stara się krok po kroku odtworzyć historię tego związku; miłosnego, artystycznego, przyjacielskiego. Sama jest pod ogromnym wpływem Edith, przez jakiś czas mieszka nawet z bratem i artystką w jej paryskim domu.

Piaf chłonie dobrą energię z młodego greckiego rodzeństwa, sama dając z siebie, ile może. Uczy Christie śpiewu, dodaje pewności siebie, każe wierzyć w marzenia.  
 
W końcu spełnia się także marzenie Theo - zaczyna występować na scenie jako Theo Sarapo. Występują razem z Edith (po ślubie z Theo także Sarapo), a publiczność szaleje z zachwytu, gdy śpiewają o miłości. Są nierozłączni; w życiu i na scenie. To piękne, ale też trudne chwile. Edith jest chora, słaba, coraz częściej trafia do szpitala. Theo jest przy niej cały czas... Aż do śmierci. 

Tak ten związek zapamiętała Christie. Nawet jeśli go nieco wygładziła, wyidealizowała, to piękna wyszła z tego opowieść. Bardzo naturalna, bezpretensjonalna. Romans iście filmowy. Wszak całe życie Piaf było jak film.

Christie Laume "Ostatnia miłość Edith Piath", Marginesy, 2014 r.

niedziela, 14 grudnia 2014

Dobre książki pod choinkę 2014: Kurort Amnezja, Listy jak dotyk, Kwestja krwi

 
Kryminały, biografie, listy, dzienniki, albumy. Coś co lubię najbardziej i co sama chciałabym dostać pod choinkę. Dlatego polecam.
 

Gaja i Jacek Kuroniowie "Listy jak dotyk"

Historia pięknej miłości. W tle wielka polityka, wielka historia, a cała historia miłości niezwykłej pary Gaji i Jacka Kurowniów rozgrywa się w więzieniach; w więziennej konspiracji i korespondencji, przez długie lata. Tę książkę czyta się z wielkim wzruszeniem. Piękny, prawdziwy romans. Pisany listami, od początku tej miłości do jej końca. 

Anna Fryczkowska "Kurort Amnezja"

Fryczkowska w najlepszej formie. Bawi się formą, kombinuje, intryguje. A tak naprawdę chodzi o stare, dobrze nam znane emocje; zazdrość, miłość, nienawiść. W tle tajemnica. Zaczynasz czytać wieczorem, do rana nie zaśniesz.

Bernard Minier "Nie gaś światła"

Minier to mój ukochany autor kryminalnych powieści z pierwszej półki. Mistrz budowania napięcia. Mistrz kryminalnej pointy i pięknego stylu. Pisze długie, pokręcone książki,  które czyta się błyskawicznie. Nie trzeba lepszej rekomendacji.

Krzysztof Tomasik "Seksbomby PRL-u"

Chciałoby się więcej tych seks-bomb, ale książka wyszła z tego ładna. Tyszkiewicz, Jędrusik, Brylska, Figura. Fajnie się czyta, bo to kawał historii. Nie tylko kina, ale też PRL-u.  

Maja Sontag "Majubaju czyli żyrafy wychodzą z szafy"

Zachwyciła mnie ta książka, bo jest w niej wielka energia. Autorka rusza w świat i ciągnie za sobą innych. Odważnie, brawurowo, ale też tak zwyczajnie, mrugając do nas okiem; to jest na wyciągnięcie ręki. Ta książka kusi i porywa. Naprawdę.

Marcin Wroński "Kwestja krwi"

Znakomity kryminał mojego ulubionego pisarza Marcina Wrońskiego, który do tej pory specjalizował się w lubelskich zbrodniach w klimacie retro, a tym razem zajrzał do Zamościa. I to zajrzał ze świetnym skutkiem dla powieści i dla Czytelników. Niesamowity klimat przedwojennego Zamościa plus miłość i zbrodnia. Czego chcieć więcej? 
 

Marek Hłasko "Listy"

"Dramatyczna historia życia jednego z największych polskich pisarzy opowiedziana w listach. To więcej niż świadectwo. To fascynująca opowieść o miłości, przyjaźni, pisaniu i walce o własne miejsce w literaturze i świecie." - czytamy na okładce książki. I rzeczywiście dostajemy to wszystko w listach Marka Hłaski. A nawet dużo więcej.

Violetta Ozimkowski "Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki"

Wyprzedzała swoje czasy pod każdym względem. Ale to właśnie cecha rewolucjonistów, którzy chcą i potrafią zmieniać świat. Wisłocka ten świat – siermiężnego, pełnego zahamowani i stereotypów seksu Polaków - zmieniła na dobre. Jak jej się to udało? O tym jest właśnie ta książka; barwna, zaskakująca, szokująca. Cała Wisłocka.

Przemysław Semczuk "Magiczne dwudziestolecie"

To książka magiczna; także w sensie dosłownym. Do czytania, do oglądania i do refleksji. Piękna i zadziwiająca.  Ukłon w stronę autora za ogrom dokumentacyjnej pracy - książka jest prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat czasów, ludzi, wydarzeń zamkniętych w kręgu wirujących stolików, wróżb, przepowiedni...

Zygmunt Miłoszewski "Gniew"

Nie wiem, czy o gniew w tej książce chodzi, czy bardziej o bezsilność w obliczu przemocy; każdej przemocy. Nie zmienia to faktu, że ważny temat społeczny Miłoszewski ubrał w świetny kryminał, w którym i porządny trup musi być, i nie można doczekać się zakończenia.

sobota, 13 grudnia 2014

Alison Atlee "Miłość pisana na maszynie"

Lekko zadziorny, z feministycznym zacięciem, a przy tak klasyczny jak to tylko możliwe. Prawdziwy romans. Do tego purytańska Anglia wchodząca w szalony XX wiek. Czego chcieć więcej?
 
Zaczyna się jak u Hitchcoca - od trzęsienia ziemi. Skromna, ale ambitna maszynistka Elisabeth Dobson marząca o karierze urzędniczki musi nagle pożegnać się z posadą. Pożegnać to zresztą bardzo delikatnie powiedziane, gdyż dziewczyna  w atmosferze skandalu wylatuje z pracy. Bez referencji, za to z ciągnącą się za nią opinią "łatwej", skłonnej do romansów, sprytnej panny, zdolnej do wszystkiego, by osiągnąć swój cel. Rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. To Betsey jest ofiarą; przebiegłego, interesownego partnera, przez którego traci pracę i swoich przełożonych. W dodatku nie ma grosza przy duszy i nie może już liczyć na rodzinę. 
Dziewczyna stawia wszystko na jedną kartę. Bez biletu, za to z kanarkiem w klatce, wyrusza w podróż po lepszą przyszłość. A ta ma być daleko od Londynu, w nadmorskiej miejscowości Idensea. Tu Betsey miała obiecaną nową posadę. Ale wszystko się zmieniło; dziewczyna nie ma świadectwa pracy, referencji, a jej przyjazd do miasta odbywa się w atmosferze lekkiego skandalu.
A jednak się udaje. Skromna maszynistka zostaje menedżerką wyjazdów turystycznych. I trudno tu mówić o przypadku; od początku sprzyja jej John Jones, inżynier, który także pracuje dla kurortu. Tych dwoje łączy początkowo praca, a z czasem... coś znacznie więcej. Emocje narastają z każdą stroną i jest to swoista sinusoida. Po każdym zdarzeniu które zbliża do siebie Betsey i Johna, następuje coś, co zdaje się przekreślać uczucie, które rodzi się między nimi. Niekorzystne zbiegi okoliczności, byli partnerzy, ludzka zawiść... Ale to tylko podnosi temperaturę opowieści, która konsekwentnie zmierza w jednym kierunku. Tu musi być happy end! 
Ale w tym klasycznym romansie ważna jest tyleż miłość, co klimat społeczno-obyczajowy, w którym autorka osadziła swoją opowieść. A także jej bohaterka; charyzmatyczna, niepokorna, wyłamująca się ze schematu angielskiej damy XIX wieku. Taka kobieta jak Betsey; żyjąca pod prąd, walcząca o swoją pozycję w pracy i związku nie ma łatwego życia. I musi mieć godnego siebie partnera - a o takiego w tym czasie i miejscu naprawdę trudno.
W świecie pokazanym przez Alison Atlee rządzą schematy i uprzedzenia. Rządzą mężczyźni. Trzeba niezwykłej siły charakteru i osobowości, by będąc kobietą coś w tym świecie osiągnąć; samej, bez pomocy mężczyzn. W "Miłości pisanej na maszynie" ów feministyczny element wyraźnie jest podkreślony - z korzyścią dla fabuły, która przestaje być wyłącznie ładną historią miłośną, a staje się ciekawą opowieścią obyczajową. I dlatego polecam z pełnym przekonaniem.
 
Alison Atlee "Miłość pisana na maszynie", PWN, 2014 r.

niedziela, 7 grudnia 2014

Przemysław Semczuk "Magiczne dwudziestolecie"

To książka magiczna; także w sensie dosłownym. Do czytania, do oglądania i do refleksji. Piękna i zadziwiająca. 

Wszystko zaczęło się w Europie w IXX wieku od wirujących stolików. "Seanse spirytystyczne urządzano niemal wszędzie. W domach bogatych i biednych. W miastach i na wsi. Stoły, wprawiane w ruch jakąś magiczną siłą, podskakiwały, stukały nogami, kręciły się, a nawet unosiły w powietrzu." - pisze w "Magicznym dwudziestoleciu" Przemysław Semczuk.

Moda na stoliki, które zachwycały i przerażały, dotarła także na warszawskie salony, a potem do Krakowa. I na nic zdały się protesty kościelnych hierarchów. "Stolikowego szaleństwa nie dało się jednak zatrzymać. Po Krakowie przyszła pora na Lwów. I tu w towarzystwie rozpoczęto eksperymentowanie ze stolikami." - pisze Semczuk.

Księża nie szczędzili stolikom gromów, a te znajdowały coraz większe grono wiernych wyznawców. Do stolików zasiadali m.in. poeci: Zygmunt Krasiński i Adam Mickiewicz. Zaś środowisko naukowe podzieliło się na entuzjastów i zagorzałych krytyków zjawiska. Co tylko świadczy o tym, jak ważną odegrało ono rolę w tamtych czasach; było nie tylko chwilową modą, ale kulturowym i społecznym wyznacznikiem pewnej epoki.

Spirytyzm, okultyzm, parapsychologia, ezoteryzm to zjawiska, których rozkwit nastąpił właśnie w okresie II Rzeczpospolitej. Znudzenie, niezdrowa ciekawość, naiwność? Co pchało światłych, wykształconych ludzi do kontaktu z duchami i siłami nadprzyrodzonymi? Dość powiedzieć, że w seansach spirytystycznych brał udział Marszałek Józef Piłsudski  - duchy nawiedzały Marszałka nawet w Belwederze, a seanse spirytystyczne urządzano także na froncie. Regularnie odbywały się one także w najsłynniejszych polskich salonach lekarzy, prawników, wojskowych, naukowców, malarzy, pisarzy.

Rosła sława i wpływy mediów, jasnowidzów, badaczy zjawisk nadprzyrodzonych.  Tu pojawiają się nazwiska, którym autor książki poświęcił najwięcej miejsca; jasnowidza Stefana Ossowieckiego i profesora Juliana Ochorowicza. I słusznie, gdyż ich historie to swego rodzaju symbol tamtych czasów; magicznych, niezwykle klimatycznych, do dziś nie do końca zrozumiałych. "Magiczne dwudziestolecie" doskonale ten klimat oddaje. I  - tu ukłon w stronę autora za ogrom dokumentacyjnej pracy - jest prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat czasów, ludzi, wydarzeń zamkniętych w kręgu wirujących stolików, wróżb, przepowiedni... Magiczna, pięknie wydana książka.

Przemysław Semczuk "Magiczne dwudziestolecie", P.W.N., 2014 r.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...